Szal w tropikach ;o)

Tropiki- takie skojarzenie budzą we mnie kolory moteczka Austermann hand-painted w składzie 75% wełna superwash 25 poliamid (100g , 420m).  Moteczek kupiłam podczas wyprawy do Kalwarii Zebrzydowskiej, kiedy odwiedziłam pasmanterię biferno. W tych kolorkach ładnie prezentuje się ażurowy lekki szal, nie wiem jak nazywa się ten wzór. Są to jedne z najprostszych listków. Prace nad szalem szły szybko i sprawnie, ponieważ  wzorek jest  bardzo powtarzalny.
Dzięki swojej lekkości szal nadaje się zarówno jako narzutka do letniej sukienki, jak i  na jesienne chłody...
Póki co nie ma swojego przeznaczenia. Gdyby ktoś miał na niego ochotę proszę pisać
eumycha@wp.pl, szal  można kupić, albo umówić się ze mną na wymiankę ;o)






Przede mną intensywny robótkowo czas. W ubiegłym tygodniu odwiedziła mnie moja przyjaciółka przynosząc ze sobą ogromne pudło z drewnianymi pudełeczkami, skrzynkami, szkatułkami, wieszaczkami, segregatorami do zdobienia. Prezent idealny! 
Dzisiaj planuję uszyć lambrekiny z materiału, który został mi po uszyciu zasłon. Będą proste ozdobione koronką bawełnianą. A ponieważ zasłonki są gładkie w kolorze kremowym postanowiłam  ozdobić je delikatnie szydełkowymi koronkowymi kwiatami.
Tylko pracowni nadal nie ma...zgodnie z kolejną obietnicą jutro przychodzą panowie kończyć poddasze...oby ten termin był już faktycznym terminem rozpoczęcia prac. 

Dziękuję za odwiedziny i miłe słowa.
 



Chusta skończona

Parę dni temu udało mi się skończyć zorzę polarną, czyli chustę według wzoru Revontuli dostępnego na raverly.  Włóczka to któraś z cieniowanych mieszanek z moherem Alize.

Cieszę się, że mogę chustę zaprezentować na manekinie, który przez ostatni rok przebywał w magazynie z innymi  rzeczami oczekującymi na przeprowadzkę. 
Podejrzewam, że część rzeczy wciąż tam czeka...do tej pory nie udało mi się zlokalizować pudła ze sztućcami,  i ceramicznymi miseczkami z IKEI...
Może jeszcze się znajdą...
Powoli w mieszkaniu robi się przytulniejszy klimat. Od przyszłego tygodnia znowu będą u nas prace wykończeniowe. Trzeba przecież skończyć poddasze. Tam ma być między innymi nasza biblioteczka, gdzieś musimy rozpakować te kilkanaście pudeł z książkami.
 No i mam obiecane, że właśnie na poddaszu znajdzie się dla mnie kącik na robótki.  
Chciałabym skorzystać z tego kącika zanim urosnę na tyle, że ciężko będzie mi chodzić po schodach ;o)




 Znowu zmieniłam pomysł na dekoracje w łazience. W związku z tym mam pytanie, czy nie wiecie gdzie mogę kupić ładny wieszak na ręczniki w stylu marynistycznym?
A może mydelniczkę w kształcie muszelki?



Zorza polarna....

Bardzo lubię wzór Revontuli dostępny na rawerly. Lubię kiedy kolory włóczek cieniowanych układają się w pasy. Ostatnio przechodząc koło zaprzyjaźnionej pasmanterii kupiłam sobie moteczek w pięknych pastelowych kolorkach i powstaje kolejna zorza polarna...



Dzisiaj zapowiada się upał. Pewnie posiedzimy w domu do popołudnia, jak już na placu zabaw będzie troszkę cienia, to wyjdziemy na spacer. Chłopcy bawią się sami, więc mogę wziąć ze sobą robótkę.
Wcześniej pewnie zabiorę się za  filcowanie bukietu kwiatów do przedpokoju. 
Bardzo pasuje mi tam koszyczek z kwiatami, pomyślałam o tych filcowanych na mokro, bo będą trwałe i bezpieczne nawet jeśli chłopcom podczas zabawy uda je zrzucić. 

Pozdrawiam i życzę nieco cienia i przyjemnego wiaterku  przy tym upale!

 


Chusta i nowe moteczki

Udało mi się skończyć chustę z wełenki, którą kupiłam chyba dwa lata temu w e-dziewiarce. Nie pamiętam nazwy tej włóczki, wiem tylko że 100% wełna z merynosów, ręcznie farbowana z Urugwaju (może lace merino?)
Chusta prosta, wykończona szydełkowym ażurkiem. Ma swoje przeznaczenie. 
Będzie małym drobiazgiem w ramach podziękowania za pomoc.






Wczoraj był dzień wycieczkowy, jak mówią moje dzieci.
Pojechaliśmy do Kalwarii Zebrzydowskiej zobaczyć stację kolejową i przejechać przez przejazd kolejowy- czyli obowiązkowy punkt każdej wycieczki z chłopakami.
A przy okazji udało nam się zamówić stół i krzesła do mieszkania, będą pod koniec sierpnia.
A skoro byłam w Kalwarii nie mogłam nie poszukać pasmanterii  biferno.
Włóczek tam przepięknych mnóstwo, oczywiście nie wyszłam z pustymi rękami i kupiłam sobie dwa moteczki w kolorach od których ciężko mi było oderwać oczy:

Z kolorowej zrobię sobie komin, a z jedwabiu w kolorze petrol powstanie chusta.


Mieszkanie urządzamy cały czas, jeszcze trochę czasu minie zanim będzie gotowe. 
Lubię to co proste i nie przepadam za nadmiarem dekoracji i bibelotów. Ale motywy kwiatowe muszą być obecne. Tak jest np. w sypialni, która poza półką na książki jest już całkowicie urządzona.
 
 
Dziękuję za odwiedziny i miłe słowa.



Już u siebie...

Tydzień temu wróciliśmy z wakacji. Podobnie jak w ubiegłym roku były to dwutygodniowe rekolekcje formacyjne Domowego Kościoła. I tak jak poprzednio był to dla nas bardzo wyczekiwany i potrzebny czas. Na dwa tygodnie życie zwalnia swój bieg. Codzienne troski stają się mniej ważne. 
Jest za to czas na modlitwę i rozważanie Pisma Świętego. Poza tym spotkanie innych rodzin, dla których ważne są te same wartości jest bardzo budującym przeżyciem.
W tym roku było nam łatwiej, bo nasze dzieci chętniej chodziły bawić się z innymi, wszystko dzięki wujkowi Grzesiowi i cioci Beatce, którzy mieli mnóstwo energii, pomysłów i ogromne serca do dzieci.
Zdawało się czasem, że nasi chłopcy nie będą chcieli do domu wracać bez wujka Grzesia ;o)
Dzięki temu, że dzieci nie trzymały się nas kurczowo mogliśmy spokojnie przeżywać rekolekcje.
Okazało się nawet, że ból kości który mi dokuczał od dłuższego czasu - ustąpił po modlitwie wstawienniczej. 

Od tygodnia jesteśmy w domu, już u siebie. Dzięki temu, że wkroczyliśmy w nowe mieszkanie/życie po rekolekcjach łatwiej jest poukładać rytm dnia we właściwy sposób, żeby czasu wystarczyło na wszystko, co ważne.
Zresztą od tych mniej ważnych rzeczy zdążyliśmy się przez dwa tygodnie odzwyczaić. 
 *******
Pracy w mieszkaniu dużo. Jeszcze na każdym kroku trafiamy na braki i niespodzianki.
Pierwszego dnia odkryliśmy, że nie przywieźliśmy pudła ze sztućcami (gdzie jest?) ;o)
Dobrze, że mama mieszka blisko i pożyczyła nam widelce i nóż, łyżeczki jakieś były ;o)
Następnego dnia odkryłam, że przecież nie mam ani kawałka lustra...jak tu się uczesać i wyjść z domu...jakoś sobie poradziłam, a że nikt na mój widok nie uciekał, to może nie było tak źle. 
Lustro i sztućce kupiłam tego samego dnia.

Wczoraj zastrajkowała nasza zmywarka, chyba postanowiła sobie zrobić wolne. 
Mimo wielu prób nie zechciała się nawet włączyć, nic - żadnej reakcji, światełka czegokolwiek...
Zadzwoniłam więc dzisiaj do serwisu, ale kiedy chciałam podać  panu jej model, nagle się włączyła.
Podziękowałam więc za szybką pomoc w naprawie - żeby każdy serwis  tak ekspresowo działał ;o)
 Choćby ten od windy...bo coraz ciężej wnosić zakupy na czwarte piętro...

********

Pracami nie będę się dziś chwalić, przydałoby się coś większego zrobić, więc kiedy mogę, to siedzę sobie w fotelu i dziergam sweterek. Zresztą jak widać na zdjęciu schody jeszcze nie skończone...jak i wiele innych rzeczy.
Na zdjęciu fotel, który dzięki znajomemu tapicerowi zyskał nowe obicie i nie tylko. A kiedyś wyglądał tak KLIK

Pozdrawiam wszystkich odwiedzających i dziękuję za miłe komentarze.



kwiaty na sukienkach...i rozmowy z dziećmi

Dziękuję za miłe komentarze pod poprzednim wpisem.
Po pszczołach w mieszkaniu została jeszcze tylko dziura w podłodze na poddaszu.
Prace idą powoli, ale przynajmniej na dole widać już koniec.
W ramach przerywnika w pracach remontowych dzisiaj chciałam się pochwalić dwiema nieco odmienionymi sukienkami. 


Na początek kupiona za grosiki sukienka w pudrowym różu...czegoś jej brakowało, więc przyszyłam różyczki. Jest bardziej w moim stylu...



i sukienka, która wymagała zakrycia plam...teraz zamiast plam ma stokrotki...


 na specjalne zamówienie zrobiłam też dwa proste kwiaty...



Na temat dzidziusia prowadzę ciekawe rozmowy z moimi synami.
Najpierw Staś zapytał mnie, czy ja jestem domkiem dla dzidziusia - a jestem.
"To jak wrócę z przedszkola pokażesz mi gdzie są drzwiczki?"

Później Wojtuś  miał zamiar połaskotać dzidziusia i prosił, żeby otworzyć brzuch, bo on chce sprawdzić, czy dzidziuś się śmieje... 
Trudno mu było zrozumieć, że nie da się zobaczyć czy maluszek się śmieje.
Przed nami USG, więc pewnie będą mogli zobaczyć co się dzieje w brzuchu mamusi.

**********************************

Dla wytrwałych na deser mały prezent - czyli zdjęcie dzisiaj skończonego (choć jeszcze z nitką) dywanika do łazienki. Dobrze, że nitka została, dywanik jest troszkę za mały i trzeba dorobić kilka rządków. Póki co prezentuje się  tak:





OBSERWUJĄ