wtorek, 28 października 2014

Maharaja Silk Lace w kolorze petrol...i próba chusty...

Podczas jednej z wakacyjnych wycieczek kupiłam sobie w pasmanterii Biferno motek Maharaja Silk Lace w kolorze petrol.

Pierwsza próba wykonania chusty z tej włóczki wyglądała zachęcająco, aż do momentu w którym zdarzyło mi się zahaczyć robótką o zamek w torebce i wyciągnąć oczko...zrobiła się straszna dziura, której nie dało się zlikwidować.
Chusta poszła do prucia, a włóczka chwilowo w odstawkę.
Ponieważ włóczka jest lekka, cienka, a przy tym dość mocno skręcona i błyszcząca- pomyślałam, że nadałaby się na szydełkową chustę.
O ile wzorów na ażurowe chusty dziergane na drutach wzorów widziałam sporo, to jakoś nie mogę znaleźć odpowiedniego szydełkowego.
Zainspirowana kilkoma modelami chust robionych na drutach spróbowałam wymyślić coś szydełkowego....
i tak od kilku godzin powstaje wzorek.
Obawiam się, że jeden motek (100g 730m) to troszkę za mało na szydełkową chustę. 
Staram się kontrolować zużycie włóczki przy użyciu wagi.
Póki co mam około 30cm chusty i zużyłam około 18g włóczki...
 

 

Wystarczy włóczki? Czasu? Zapału?



poniedziałek, 27 października 2014

A z pozostałych motków...


U mnie monotonnie jeśli chodzi o materiał. 
Za to udało mi się wykorzystać włóczkę do ostatnich 30cm.
Do kamizelki dorobiłam golfik, a z pozostałych dwóch motków zrobiłam komin.
Teraz chętnie zajęłabym ręce jakąś robótką, ale wszelkie kombinacje z wzorami kończą się pruciem...
Chyba dłuży mi się oczekiwanie na Maluszka.
Do tego doszedł remont balkonu...bo podobno gdzieś przecieka i zalewa sąsiadowi salon. Więc mam demolkę na balkonie i przez 8 godzin dziennie dwóch panów spaceruje z papierosem w górę i w dół po rusztowaniu, coś montują, coś zrzucają, coś uszczelniają. Na poddaszu prace też trwają, więc jak nie wiercą na balkonie, to wiercą nad głową.
Pocieszające jest to, że może skończą zanim przyjadę z Maluszkiem ze szpitala.
 Zmęczona jestem tym remontem, oj zmęczona...
 ............................................

Kamizelka z golfikiem

 

 i komin, tu zbliżenie na wzorek...


 i gotowy komin na manekinie...




Koloru oczywiście uchwycić się nie da, jest to bardziej malachitowy niż turkusowy odcień...a może szmaragd...w każdym razie coś w tym rodzaju. Bardzo intensywny kolor.
Komin póki co nie ma przeznaczenia...pewnie poleży w szafie...chyba, że ktoś chciałby go przygarnąć.

...............................


Tyle na dzisiaj, spróbuję jeszcze zacząć jakąś robótkę...albo może dokończę coś, co od dawna czeka na wykończenie....

........................

Dziękuję za odwiedziny i miłe słowa. 
Obiecuję, że to ostatni póki co wpis z tą włóczką, tym kolorem itd. Pora na jakieś inne barwy.

wtorek, 21 października 2014

Prawie skończyłam

Kamizelka prawie gotowa. Powinna mieć jeszcze kołnierz, ale postanowiłam zrobić do niej coś w rodzaju przypinanego golfu, żeby można było nosić ją nie tylko w chłodne dni. Czasem można będzie golf odpiąć i ubrać bluzkę z kołnierzykiem.
Póki co kamizelka w wersji podstawowej. 
Wykorzystałam 3 motki tureckiej włóczki  Vizell Panama (51%poliamid, 49% wełna, 200m/100g).
Zostały mi jeszcze dwa całe motki.
Wzór inspirowany specjalnym wydaniem Sandry "Swetry na zimę" 3/2013.
Zmodyfikowałam wzór, ponieważ wolałam gładkie rękawki i zrezygnowałam z kołnierza.

Starałam się, żeby zdjęcia oddały kolor kamizelki, ale nie jest to takie proste. Kolor jest nieco cieplejszy i bardziej nasycony.
Kamizelka będzie idealna na chłodne dni po urodzeniu Maluszka, póki co byłoby ciężko się w nią zmieścić.



Udało mi się jeszcze posadzić moje tulipanki, hiacynty, szafirki i ozdobny czosnek. Miałam to zrobić nieco wcześniej, ale najpierw nie czułam się na siłach, a później wylądowałam w szpitalu.
Cieszę się, że jednak zdążyłam to zrobić przed porodem. 
Mam nadzieję, ze ukorzenią się przed zimą. Teraz myślę jak zabezpieczę je przed mrozami. Na szczęście po przeprowadzce zostało nam sporo różnych materiałów, które mogą posłużyć do zabezpieczenia roślinek przed zimnem.

Torba prawie w 100% spakowana, udało się też odwiedzić fryzjera, teraz jeszcze przydałoby się jeszcze pokończyć kilka zaczętych robótek i niech się Mały rodzi. 

No dobra, pasowałoby jeszcze, żeby okna na poddaszu były skończone. Póki co po wycięciu dziur w dachu i wstawieniu okien mamy jeszcze sporo wełny na podłodze i teraz trzeba okna obudować od wewnątrz. To też musi być zrobione zanim Mały przyjedzie ze mną do domu. 

Dziękuję wszystkim za odwiedziny i komentarze.


piątek, 17 października 2014

Kamizelka się robi...czas ucieka...

Czy zdążę skończyć  przed rozwiązaniem, nie wiem. Teraz wszystko może się zdarzyć. W ubiegłą niedzielę pędziliśmy do szpitala, bo małemu na świat się spieszyło. Szczęśliwie udało się go zatrzymać, mimo że
w izbie przyjęć czekaliśmy pięć godzin, aż zejdzie do nas lekarz. 
Spędziliśmy kilka dni na obserwacji i z dobrymi wynikami odesłali nas do domu informując, że mały urósł na tyle, że może już bezpiecznie na świat przychodzić. 
Więc wszystko się może zdarzyć...tylko czy tym razem wytrzymamy pięć godzin czekania na przyjęcie na oddział?
Leżąc w  szpitalu czasu nie marnowałam i dziergałam kamizelkę. 
Dzisiaj pokażę jej kawałek. 
Brakuje jeszcze kawałka przodu, krótkich rękawków i kołnierza...w sumie nie dużo...może zdążę...
 


Klockowe koronki poczekają troszkę na dokończenie...troszkę cierpliwości i będę mogła pokazać nową koronkową biżuterię...
Dziękuję za odwiedziny i miłe komentarze.

czwartek, 9 października 2014

Nowa klockowa serwetka...

Czas leci. Coraz ciężej się ruszać. Trzeba więcej odpoczywać. Przed nami jeszcze miesiąc zanim będę mogła przytulić Maluszka.
Za to robótki idą jakoś lepiej.
Udało mi się skończyć kolejną klockową serwetkę. Nici miałam troszkę za grube.
Chętnie kupiłabym gdzieś cienkie nici lniane - może ktoś z Was ma pomysł, gdzie można takie kupić?
Może jakieś stare zapasy ktoś ma i nie wie co z nimi zrobić? Chętnie odkupię.

Serwetka mniejsza od poprzedniej i widać na niej trochę niedociągnięć  nie do końca z winy grubych nici. Następnym razem muszę mocniej naciągać nitki przy robieniu łańcuszków.
Teraz na wałku niespodzianka...będzie coś z biżuterii...


Jeszcze się pochwalę, że ostatnio udało mi się upolować warsztacik do robienia koronek.
Taki bardzo stary z rozpoczętą i niedokończoną robótką. Robotka misterna i bardzo stara, o czym świadczą zardzewiałe szpilki, które ciężko było wyjąć z wałeczka. Do tego dość duży zestaw klocków z nawiniętymi cieniutkimi nićmi bawełnianymi. Jednym słowem skarb. Przedmiot z historią...
Mam w planach wykonać na nim koroneczkę, którą ozdobię mieszkanie.


Klocki ostatnio mocno mnie wciągnęły, ale nie zawsze są warunki do przeplatania nitek. 
Czasem trzeba wyjść z robótką z domu, wtedy mogę coś dziergać, na przykład taki sweterek dla Maluszka. Skoro wiemy, że będzie to trzeci synek, zrobiłam dla niego taki męski sweterek. 
Hm...może zrobię mu szydełkowe trampki do kompletu?


Dziękuję za odwiedziny i miłe komentarze.

Pozdrawiam



czwartek, 18 września 2014

Dla moich małych miłośników "Pana Kuleczki"

Moi chłopcy bardzo lubią tę bajkę. Zresztą, jak wiecie z poprzednich postów, musiałam wyszydełkować im Pana Kuleczkę, kaczkę Katastrofę i psa Pypcia. 
Dzisiaj postanowiłam zrobić im niespodziankę. Wyjęłam z szafki koszulki, które nie nadawały się do noszenia z powodu plamek. Jak wiecie, plamy to dla mnie nie problem. Wzięłam farby akrylowe, pędzelki i korzystając z ciszy i spokoju - bo dzieci w przedszkolu, a ja aktualnie kuruję przeziębienie- namalowałam im ich ulubionych bohaterów.



Mam nadzieję, że będą im się podobać. 

Teraz pora zająć się jakimiś zabaweczkami dla Maluszka. Kilka pomysłów już jest, materiały także. 
Trzeba tylko wziąć się do pracy. 
Póki co nadal nie wiemy, czy będzie to chłopiec, czy dziewczynka. 
Jutro ostatnie usg, może coś się uda zobaczyć.

Dziękuję za odwiedziny i komentarze. 



poniedziałek, 15 września 2014

Klockowo i szydełkowo

Dziękuję za miłe komentarze dotyczące ostatniej klockowej serwetki.
 Na wałku już szykuje się kolejna, podobna.
Teraz odkąd mam wspaniały stojaczek i jest mi wygodnie  prace idą szybciej i sprawniej  ;o)
Udało mi się także kupić w miarę cienkie nici lniane, z czego się ogromnie cieszę.
Mam zamiar spróbować z nich zrobić jakąś biżuterię.
Póki co praca w toku:
 



Udało mi się skończyć maskotki dla moich chłopców, to mój debiut nie licząc świnki Peppy, którą kiedyś wydziergałam Wojtusiowi.  
Pan Kuleczka, pies Pypeć i kaczka Katastrofa tak się dzisiaj prezentują:




Życzę wszystkim miłego i słonecznego tygodnia!


środa, 10 września 2014

Serwetka z koronki klockowej i szydełkowa Katastrofa ;o)

Skończyłam! 
Wczoraj zdjęłam z wałka, a dzisiaj mogę już pokazać zdjęcia nowej, świeżutkiej serwetki klockowej.
Patrząc na skończoną serwetkę na wałku nie spodziewałam się, jak pięknie będzie wyglądała serwetka położona na stole. Serwetka nie jest mała, ma dokładnie 25x50cm.
Wykonana z cieniutkich lnianych nici. 







Udało mi się wieczorem założyć kolejny wzorek na wałek. 
Dzisiaj pewnie będę miała stojak do koronek klockowych, będzie mi wygodniej pracować.
Mam nadzieję skończyć i tę nową serwetkę przed narodzinami Maleństwa.
Czasu nie zostało za wiele, przecież to już 31 tydzień...
Moi chłopcy złożyli u mnie zamówienie. Młodszy poprosił o kaczkę Katastrofę, a starszy o psa Pypcia z bajki o "Panu Kuleczce" Wojciecha Widłaka, którą bardzo lubią słuchać na dobranoc.
Wczoraj udało mi się zrobić szydełkową Katastrofę...teraz myślę, jak zabrać się za Pypcia.



Dziękuję wszystkim za odwiedziny i komentarze. 


poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Szal w tropikach ;o)

Tropiki- takie skojarzenie budzą we mnie kolory moteczka Austermann hand-painted w składzie 75% wełna superwash 25 poliamid (100g , 420m).  Moteczek kupiłam podczas wyprawy do Kalwarii Zebrzydowskiej, kiedy odwiedziłam pasmanterię biferno. W tych kolorkach ładnie prezentuje się ażurowy lekki szal, nie wiem jak nazywa się ten wzór. Są to jedne z najprostszych listków. Prace nad szalem szły szybko i sprawnie, ponieważ  wzorek jest  bardzo powtarzalny.
Dzięki swojej lekkości szal nadaje się zarówno jako narzutka do letniej sukienki, jak i  na jesienne chłody...
Póki co nie ma swojego przeznaczenia. Gdyby ktoś miał na niego ochotę proszę pisać
eumycha@wp.pl, szal  można kupić, albo umówić się ze mną na wymiankę ;o)






Przede mną intensywny robótkowo czas. W ubiegłym tygodniu odwiedziła mnie moja przyjaciółka przynosząc ze sobą ogromne pudło z drewnianymi pudełeczkami, skrzynkami, szkatułkami, wieszaczkami, segregatorami do zdobienia. Prezent idealny! 
Dzisiaj planuję uszyć lambrekiny z materiału, który został mi po uszyciu zasłon. Będą proste ozdobione koronką bawełnianą. A ponieważ zasłonki są gładkie w kolorze kremowym postanowiłam  ozdobić je delikatnie szydełkowymi koronkowymi kwiatami.
Tylko pracowni nadal nie ma...zgodnie z kolejną obietnicą jutro przychodzą panowie kończyć poddasze...oby ten termin był już faktycznym terminem rozpoczęcia prac. 

Dziękuję za odwiedziny i miłe słowa.
 


środa, 13 sierpnia 2014

Chusta skończona

Parę dni temu udało mi się skończyć zorzę polarną, czyli chustę według wzoru Revontuli dostępnego na raverly.  Włóczka to któraś z cieniowanych mieszanek z moherem Alize.

Cieszę się, że mogę chustę zaprezentować na manekinie, który przez ostatni rok przebywał w magazynie z innymi  rzeczami oczekującymi na przeprowadzkę. 
Podejrzewam, że część rzeczy wciąż tam czeka...do tej pory nie udało mi się zlokalizować pudła ze sztućcami,  i ceramicznymi miseczkami z IKEI...
Może jeszcze się znajdą...
Powoli w mieszkaniu robi się przytulniejszy klimat. Od przyszłego tygodnia znowu będą u nas prace wykończeniowe. Trzeba przecież skończyć poddasze. Tam ma być między innymi nasza biblioteczka, gdzieś musimy rozpakować te kilkanaście pudeł z książkami.
 No i mam obiecane, że właśnie na poddaszu znajdzie się dla mnie kącik na robótki.  
Chciałabym skorzystać z tego kącika zanim urosnę na tyle, że ciężko będzie mi chodzić po schodach ;o)




 Znowu zmieniłam pomysł na dekoracje w łazience. W związku z tym mam pytanie, czy nie wiecie gdzie mogę kupić ładny wieszak na ręczniki w stylu marynistycznym?
A może mydelniczkę w kształcie muszelki?


poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Zorza polarna....

Bardzo lubię wzór Revontuli dostępny na rawerly. Lubię kiedy kolory włóczek cieniowanych układają się w pasy. Ostatnio przechodząc koło zaprzyjaźnionej pasmanterii kupiłam sobie moteczek w pięknych pastelowych kolorkach i powstaje kolejna zorza polarna...



Dzisiaj zapowiada się upał. Pewnie posiedzimy w domu do popołudnia, jak już na placu zabaw będzie troszkę cienia, to wyjdziemy na spacer. Chłopcy bawią się sami, więc mogę wziąć ze sobą robótkę.
Wcześniej pewnie zabiorę się za  filcowanie bukietu kwiatów do przedpokoju. 
Bardzo pasuje mi tam koszyczek z kwiatami, pomyślałam o tych filcowanych na mokro, bo będą trwałe i bezpieczne nawet jeśli chłopcom podczas zabawy uda je zrzucić. 

Pozdrawiam i życzę nieco cienia i przyjemnego wiaterku  przy tym upale!

 

czwartek, 31 lipca 2014

Chusta i nowe moteczki

Udało mi się skończyć chustę z wełenki, którą kupiłam chyba dwa lata temu w e-dziewiarce. Nie pamiętam nazwy tej włóczki, wiem tylko że 100% wełna z merynosów, ręcznie farbowana z Urugwaju (może lace merino?)
Chusta prosta, wykończona szydełkowym ażurkiem. Ma swoje przeznaczenie. 
Będzie małym drobiazgiem w ramach podziękowania za pomoc.






Wczoraj był dzień wycieczkowy, jak mówią moje dzieci.
Pojechaliśmy do Kalwarii Zebrzydowskiej zobaczyć stację kolejową i przejechać przez przejazd kolejowy- czyli obowiązkowy punkt każdej wycieczki z chłopakami.
A przy okazji udało nam się zamówić stół i krzesła do mieszkania, będą pod koniec sierpnia.
A skoro byłam w Kalwarii nie mogłam nie poszukać pasmanterii  biferno.
Włóczek tam przepięknych mnóstwo, oczywiście nie wyszłam z pustymi rękami i kupiłam sobie dwa moteczki w kolorach od których ciężko mi było oderwać oczy:

Z kolorowej zrobię sobie komin, a z jedwabiu w kolorze petrol powstanie chusta.


Mieszkanie urządzamy cały czas, jeszcze trochę czasu minie zanim będzie gotowe. 
Lubię to co proste i nie przepadam za nadmiarem dekoracji i bibelotów. Ale motywy kwiatowe muszą być obecne. Tak jest np. w sypialni, która poza półką na książki jest już całkowicie urządzona.
 
 
Dziękuję za odwiedziny i miłe słowa.


poniedziałek, 21 lipca 2014

Już u siebie...

Tydzień temu wróciliśmy z wakacji. Podobnie jak w ubiegłym roku były to dwutygodniowe rekolekcje formacyjne Domowego Kościoła. I tak jak poprzednio był to dla nas bardzo wyczekiwany i potrzebny czas. Na dwa tygodnie życie zwalnia swój bieg. Codzienne troski stają się mniej ważne. 
Jest za to czas na modlitwę i rozważanie Pisma Świętego. Poza tym spotkanie innych rodzin, dla których ważne są te same wartości jest bardzo budującym przeżyciem.
W tym roku było nam łatwiej, bo nasze dzieci chętniej chodziły bawić się z innymi, wszystko dzięki wujkowi Grzesiowi i cioci Beatce, którzy mieli mnóstwo energii, pomysłów i ogromne serca do dzieci.
Zdawało się czasem, że nasi chłopcy nie będą chcieli do domu wracać bez wujka Grzesia ;o)
Dzięki temu, że dzieci nie trzymały się nas kurczowo mogliśmy spokojnie przeżywać rekolekcje.
Okazało się nawet, że ból kości który mi dokuczał od dłuższego czasu - ustąpił po modlitwie wstawienniczej. 

Od tygodnia jesteśmy w domu, już u siebie. Dzięki temu, że wkroczyliśmy w nowe mieszkanie/życie po rekolekcjach łatwiej jest poukładać rytm dnia we właściwy sposób, żeby czasu wystarczyło na wszystko, co ważne.
Zresztą od tych mniej ważnych rzeczy zdążyliśmy się przez dwa tygodnie odzwyczaić. 
 *******
Pracy w mieszkaniu dużo. Jeszcze na każdym kroku trafiamy na braki i niespodzianki.
Pierwszego dnia odkryliśmy, że nie przywieźliśmy pudła ze sztućcami (gdzie jest?) ;o)
Dobrze, że mama mieszka blisko i pożyczyła nam widelce i nóż, łyżeczki jakieś były ;o)
Następnego dnia odkryłam, że przecież nie mam ani kawałka lustra...jak tu się uczesać i wyjść z domu...jakoś sobie poradziłam, a że nikt na mój widok nie uciekał, to może nie było tak źle. 
Lustro i sztućce kupiłam tego samego dnia.

Wczoraj zastrajkowała nasza zmywarka, chyba postanowiła sobie zrobić wolne. 
Mimo wielu prób nie zechciała się nawet włączyć, nic - żadnej reakcji, światełka czegokolwiek...
Zadzwoniłam więc dzisiaj do serwisu, ale kiedy chciałam podać  panu jej model, nagle się włączyła.
Podziękowałam więc za szybką pomoc w naprawie - żeby każdy serwis  tak ekspresowo działał ;o)
 Choćby ten od windy...bo coraz ciężej wnosić zakupy na czwarte piętro...

********

Pracami nie będę się dziś chwalić, przydałoby się coś większego zrobić, więc kiedy mogę, to siedzę sobie w fotelu i dziergam sweterek. Zresztą jak widać na zdjęciu schody jeszcze nie skończone...jak i wiele innych rzeczy.
Na zdjęciu fotel, który dzięki znajomemu tapicerowi zyskał nowe obicie i nie tylko. A kiedyś wyglądał tak KLIK

Pozdrawiam wszystkich odwiedzających i dziękuję za miłe komentarze.


piątek, 20 czerwca 2014

kwiaty na sukienkach...i rozmowy z dziećmi

Dziękuję za miłe komentarze pod poprzednim wpisem.
Po pszczołach w mieszkaniu została jeszcze tylko dziura w podłodze na poddaszu.
Prace idą powoli, ale przynajmniej na dole widać już koniec.
W ramach przerywnika w pracach remontowych dzisiaj chciałam się pochwalić dwiema nieco odmienionymi sukienkami. 


Na początek kupiona za grosiki sukienka w pudrowym różu...czegoś jej brakowało, więc przyszyłam różyczki. Jest bardziej w moim stylu...



i sukienka, która wymagała zakrycia plam...teraz zamiast plam ma stokrotki...


 na specjalne zamówienie zrobiłam też dwa proste kwiaty...



Na temat dzidziusia prowadzę ciekawe rozmowy z moimi synami.
Najpierw Staś zapytał mnie, czy ja jestem domkiem dla dzidziusia - a jestem.
"To jak wrócę z przedszkola pokażesz mi gdzie są drzwiczki?"

Później Wojtuś  miał zamiar połaskotać dzidziusia i prosił, żeby otworzyć brzuch, bo on chce sprawdzić, czy dzidziuś się śmieje... 
Trudno mu było zrozumieć, że nie da się zobaczyć czy maluszek się śmieje.
Przed nami USG, więc pewnie będą mogli zobaczyć co się dzieje w brzuchu mamusi.

**********************************

Dla wytrwałych na deser mały prezent - czyli zdjęcie dzisiaj skończonego (choć jeszcze z nitką) dywanika do łazienki. Dobrze, że nitka została, dywanik jest troszkę za mały i trzeba dorobić kilka rządków. Póki co prezentuje się  tak: