Książka, która inspiruje...

Zdarzyło Wam się przeczytać książkę, taką zwykłą powieść, która dała Wam inspirację do działania?
Ja nie tak dawno trafiłam na taką właśnie książkę.
Tytuł ma jak najbardziej pasujący do moich ostatnich zainteresowań:
"Krawcowa z Madrytu" Marii Duenas.
No dobrze, może nie całość jest dla mnie inspirująca, ale jeden wątek.
To w jaki sposób Sira z dość pogubionej i nie bardzo pewnej siebie dziewczyny staje się cenioną krawcową i nie tylko, bo oprócz tego staje się szpiegiem - ale może ta zmiana jakoś specjalnie mnie nie zachwyciła ;o)
W każdym razie, jeśli kiedyś ta książka wpadnie Wam w ręce to przeczytajcie.
Aż chciałoby się pójść z Sirą wybierać materiały, czy szyć te piękne suknie...albo chociaż wypić kawę w jej pracowni i przyglądnąć się jak w kilka godzin wyczarowuje niezwykłą kreację dla swojej przyjaciółki, prawie jak coś z niczego...

Dlaczego dzisiaj przypomniała mi się ta książka, skoro miałam Wam napisać o broszce, którą właśnie zrobiłam?
Nie wiem, może ten kawałek jedwabiu skojarzył mi się z Sirą? A może to, że broszka jest niedoskonała, a jednak podoba mi się, bo ma w sobie coś co porusza wyobraźnię.
Owszem, mogłam użyć koralików TOHO i poprzyszywać je równiutko...ale czy ktoś kiedyś widział idealnie równe ziarenka piasku? Mogłam też wyrównać i poprzycinać brzegi, nawet obszyć je koralikami, żeby było bardziej efektownie - ale czy ktoś jest w stanie ułożyć i przyciąć morskie fale?









 Broszka z kawałkiem jedwabnego szyfonu z muszelkami przywiezionymi znad morza i perełkami...

Zapachniało latem?

 



Idę do szkoły!

Przede wszystkim dziękuję Wam za wsparcie i dopingowanie w walce o realizację marzeń.
Nie wytrzymałabym do września, wiedząc że mogę zacząć w lutym.
Zapisałam się więc do szkoły projektowania i szycia.
Dziękuję tym, którzy myśleli, że idę tam uczyć, to znaczy że to co do tej pory zdołałam się nauczyć wychodzi mi dobrze.
Miło to wiedzieć. Jednak chciałabym też o sobie mówić, że jestem krawcową, a nie samoukiem.
Chociaż, jak mądrze niektórzy mówią jest się samoukiem, albo nieukiem.
Cieszy mnie to, że po 7 latach poświęconych w 100% rodzinie, będę miała trochę czasu dla siebie.
Nie znaczy to, że przez te lata nic dla siebie nie robiłam
Owszem jeździłam na kursy, warsztaty, niektóre sama prowadziłam.
Pokazywałam swoje prace na wystawach, współpracowałam ze sklepami, które sprzedawały moje prace.
Wszystko to jednak do tej pory było możliwe tylko wtedy, kiedy inne domowe sprawy były pozałatwiane, poukładane wcześniej przeze mnie. 
Teraz domowe sprawy będą musiały się podporządkować moim zajęciom w szkole.
Powiem Wam, że po tym, jak pełna entuzjazmu zapisałam się na semestr letni, zaczęłam mieć obawy, czy aby na pewno sobie poradzą beze mnie.
Skoro takie obawy się pojawiają, coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że to słuszna decyzja.
Trzeba pozwolić mężowi i dzieciom (tym starszym), na to aby sami więcej zajęli się domem. Co prawda moja mama zgodziła się nam pomóc w tym czasie ( bo przecież Kazik jest jeszcze mały), ale i tak będą mieli więcej pracy.
Każdy ma swoje obowiązki, jakiś wycinek tego co jest do zrobienia. 
Dzieci najczęściej narzekają, że muszą coś zrobić.
Niech zobaczą, ile do tej pory robiła mama.
To prawda, że w domu nie będzie mnie tylko co drugi weekend, ale trzeba jeszcze doliczyć czas, który muszę poświęcić na naukę, na prace domowe i pracę dyplomową.
Jednym słowem - idą zmiany!

Jestem pełna entuzjazmu i planów. Mam nadzieję, że się nie zawiodę.

Dziękuję raz jeszcze za wsparcie.
Mam nadzieję, że wkrótce na tym blogu pokażę Wam nowe prace wykonane podczas zajęć. 
Dzisiaj na dobry początek i z racji tego, że za oknem świeci słońce, pokażę Wam mój komin/szalik, który zrobiłam już parę lat temu, ale do tej pory nie doczekał się zdjęcia.
Jest uszyty z kawałka mięciutkiej i miłej wełny z merynosów (sądzę tak po jej miękkości). Dostałam taki kawałek od znajomej ze słowami, że z pewnością zrobię z tego coś fajnego.
No i powstał, taki ocieplacz  wiązany na kwiatek filcowany na mokro (wełna z merynosów).
Prosty w szyciu, inspirowałam się filcowanymi na mokro kryzami, więc zwyczajnie nieco go "poszczypałam", chwyciłam nitką tu i tam i taki uzyskałam efekt.
Cieplutki, milutki, pełen optymizmu.
 
 



Miłego dnia!
 
 

Moje marzenie...

Ostatnio przeglądałam stare posty, te pierwsze. Miałam wtedy więcej czasu na pisanie.
Pisałam coś od siebie, a ostatnio zauważyłam, że oprócz zdjęci prac i ich krótkiego opisu,  nic tutaj nie ma ode mnie.
To prawda, ciężko jest się skupić i napisać coś sensownego, kiedy czasu jest niewiele. Najlepiej mi się pisze, jak dzieci śpią. Wtedy nie słyszę co chwilę "Mamusiuuuu". 
Nie  narzekam, bo nawet lubię to ich "mamusiowanie", ale przyznacie, że wtedy trudniej się skoncentrować. A o budowaniu zdań można zapomnieć.

W związku z tym zastanawiam się, czy przy trójce dzieci dałabym radę się uczyć.
Tak! Mam marzenie, żeby pójść do szkoły.
To prawda, że skończyłam studia wyższe i później podyplomowe - ale kiedy to było i kto to pamięta.
Sama o tym zapomniałam.
Teraz chciałabym się uczyć konkretnego zawodu, a właściwie udoskonalić umiejętności, które przez ostatnie lata ćwiczyłam. 
Mam wrażenie, że doszłam do etapu, w którym muszę sięgnąć po wiedzę i doświadczenie fachowców.
 Tylko rok nauki, 20 weekendów...a wydaje się trudne do zrealizowania.
Chciałabym zacząć już w lutym, bo jeszcze jest nabór. Niestety muszę czekać do września i w tym czasie mentalnie przestawić moich najbliższych, że ja też mogę zrealizować swoje marzenie.
 Tym razem nie zrezygnuję. Przecież wiele z Was daje radę z domem, dziećmi, pracą, doktoratami, szkoleniami, kursami...itd...
 Sama z resztą daję radę pogodzić rodzinne obowiązki z rozwijaniem swojej pasji...może wreszcie pora na realizację marzeń...
  Jak myślicie?
A na zdjęciu krzesełko, które dzisiaj pomalowałam zainspirowana zdjęciem bardzo kolorowego krzesełka. Moje nie jest takie bardzo kolorowe, ale jak na mnie ma wystarczająco dużo barw, żeby mogło stać na balkonie i wołać wiosnę.

Dziękuję za odwiedziny  i komentarze...
  



Stegi - filcozaur ;o)

Przedstawiam Wam pierwszego filcozaura.
To Stegi, jest Kaziowym stegozaurem.
W ten sposób każdy z moich synów ma swojego dinozaura do przytulania.
A ja przetestowałam nowy filc do szycia. Bałam się, że taki o grubości 1mm może być za cienki, okazuje się że jest dość mocny, milutki w dotyku...na zabawki będzie idealny.



 
  

Stegozaur będzie dobrą rozgrzewką przed ankylozaurem, który mnie nie ominie...






Dinozaur nr 2

Był T.rex, więc muszą być kolejne dinozaury.
Dzisiaj brachiozaur czy "coś jakby" brachiozaur.
Tym razem pokolorowany przez Stasia i dla Stasia.
Ankylozaur czeka na swoją kolej, a ja myślę, jak ugryźć ten temat.

W sumie szycie dinozaurów to całkiem przyjemne zajęcie.
Jak będzie ich dużo Wojtuś będzie miał radość.
Tak przy okazji przypomniała mi się nasza wakacyjna mała wycieczka, podczas której odwiedziliśmy małą i bardzo przyjemną cukiernię - lodziarnię w Kalwarii Zebrzydowskiej. Kawiarenkę prowadzi przemiła pani, jest tam kącik pełen zabawek, są klocki, auta i dinozaury. Chłopcy bawili się długo. Kiedy przyszła pora, aby pojechać dalej Wojtuś z wielkim żalem powiedział:
"Tatusiu, jeszcze nie zbudowałem całego świata!"
 
 


 Kazio skorzystał, że bracia zajęli się czymś innym i postanowił pobawić się z nowymi przyjaciółmi ;o)



Jak Wam się podoba nasz mały dino-świat?


T. rex -maskotka dla małego miłośnika dinozaurów

Wojtuś uwielbia dinozaury, jest ich prawdziwym znawcą.
Kolekcjonuje figurki i książki o dinozaurach. Rozpoznaje wiele gatunków, wie kiedy żyły.
Musiałam się sama nieco dokształcić w tej dziedzinie.
Wczoraj zrobiłam dla niego małą niespodziankę.
Z resztki dresówki uszyłam mu T rexa.
Jego reakcja nieco mnie zaskoczyła:
"Co? Taki szary?".
Szczęśliwie, jestem przygotowana na taką ewentualność - więc wyciągnęłam pisaki do tkanin i Wojtuś sam ozdobił swojego T. rexa. 
Teraz T. rex stał się jego przytulanką, z którą dzisiaj dumnie pomaszerował do przedszkola. 






Muszę przyznać, że cieszy mnie zaradność Wojtusia. Nie podobał mu się szary dinozaur, to go pokolorował.
Zamówił już u mnie kolejne dinozaurowe przytulanki.
Przede mną wymyślanie wykroju na ankylozaura - dam radę?

 

OBSERWUJĄ