wtorek, 16 grudnia 2014

Róże filcowane na mokro...


 Dziękuję za odwiedziny i miłe komentarze.
Dzisiaj mam jeszcze kilka nowych, właśnie skończonych rzeczy.
Przede mną jeszcze dokończenie zestawu pacynek do odgrywania jasełek i kilka zaległych zamówionych naszyjników i będę mogła powiedzieć, że się odrobiłam...






Filcowane na mokro róże od dawna chodziły mi po głowie, jak widać powyżej, wreszcie udało mi się zrealizować ten pomysł.
Powstał dość ciekawy naszyjnik dla kogoś, kto lubi oryginalne ozdoby.
Naszyjnik będzie można pewnie zobaczyć na niedzielnej wystawie.
Mam zamiar pokazać moje klockowe serwetki i kilka filcowych naszyjników.


Zrobiłam też listek miłorzębu, w sam raz do przypięcia szala...





Z resztek tafty zrobiłam kwiatuszki, a z nich naszyjnik...


 Dla lubiących tulipany też coś się znajdzie...


niedziela, 14 grudnia 2014

Róże...


 Kazio skończył miesiąc.
Powoli przyzwyczajamy się do siebie i ustalamy plan dnia.
Właściwie, to organizuję sobie czas tak, żeby w czasie drzemek Kazia mieć czas na prace domowe i drzemkę (żeby odespać noc), albo robótki (jeśli Kazio dał spać w nocy).
Jestem zaskoczona tym, o ile łatwiej jest mi teraz opiekować się trzecim maluszkiem.
Starsi chłopcy (6 i 3 lata) dużo się bawią razem, mają niesamowitą wyobraźnię i swoją "salę zabaw", którą urządziliśmy im na poddaszu. Właściwie odkąd wrócą z przedszkola bawią się tam do wieczora,  a jeśli nie, to chętnie siadają do rysowania, albo sobie czytamy. Nie mamy telewizora, więc dzieci słuchają jak czyta im babcia, albo ja.  Trzeba poświęcić im uwagę i czuwać nad nimi, żeby czegoś nie "zmajstrowali", bo pomysły miewają szalone, ale często jest tak, że czuję się, jakbym miała tylko Kazia pod opieką ;o)
A Kazio? Kazio jest spokojny, śpi nawet wtedy, kiedy chłopaki biegają i trąbią jak samochody. Przyzwyczaił się do ich zabaw ;o)
Często słyszę pytanie, czy chłopcy są zazdrośni o młodszego brata. Hm...nie zauważyłam, żeby byli.
Na powitanie zaśpiewali mu "sto lat" i podarowali swoje rysunki i baloniki z urodzin Stasia.
Wojtuś dba o to, żeby Kazio nie płakał - zaraz mnie woła, czasem go pogłaszcze  albo pocałuje w główkę.
Obaj chętnie pomagają przy przewijaniu maluszka. 
Jedyny sygnał zazdrości pojawia się, kiedy Kazio zbyt długo jest na rękach taty (!), bo Kazio jest mamusi (tak twierdzą!).
Jakoś tak się układa, że nie jestem zmęczona. Mam też dużą pomoc od mojej mamy, która przychodzi do nas codziennie rano, żeby chłopców zaprowadzić do przedszkola, a popołudniu ich przyprowadza i czeka z nami na powrót taty z pracy. Jak trzeba to zostaje, żeby pomóc położyć ich spać. 
W takich warunkach można powoli myśleć o robótkach...

Dwa dni temu zadzwoniła koleżanka z propozycją, żebym dołączyła się do jej kiermaszowego stoiska.
Przeglądnęłam więc rozpoczęte prace i udało się skończyć to i owo...jak się spodziewacie wszystko w kwiatach, które tak lubię...
 














 Dziękuję serdecznie za odwiedziny i miłe komentarze!



środa, 26 listopada 2014

Kazimierz

Kazimierz urodził się 13 listopada, wycelował w urodziny swojego najstarszego brata Stasia.
Niektórzy mówią, że to fajnie, bo będziemy mieć jedną imprezę urodzinową na dwóch.
Staś cieszy się, że od przyszłego roku będą dwa torty, dwa razy więcej gości i trzy razy więcej prezentów, bo  skoro on i Kazio dostaną prezenty, to Wojtuś nie może być poszkodowany.

Najważniejsze, że zdążyliśmy do szpitala, że był spokój, że trafiliśmy na wspaniałą położną i poród przebiegł szybko i sprawnie, a Kazik dostał 10 punktów.

Wróciliśmy do domu po dwóch dobach. 
Starsi bracia powitali Kazia śpiewem "Sto lat".
Co do obaw o zazdrość u starszych braci, to jakoś jej nie widać, przynajmniej jak do tej pory.
Kazio został dobrze przyjęty w domu.

Robótki póki co czekają, zdecydowanie lepiej idzie mi czytanie książek przy karmieniu niż dzierganie....ale pewnie długo nie potrwa moja rozłąka z robótkami...bo przecież wilka ciągnie do lasu...

Dziękuję za odwiedziny i komentarze.

sobota, 8 listopada 2014

Szal z maharaja silk lace skończony

Wystarczyło czasu, zapału i nici!
Szal z maharaja silk skończyłam!
Oto jak wygląda jeszcze ciepły, zaraz po odłożeniu szydełka ;o)




Wszelkie informacje odnośnie wzoru, zużycia nici i wymiarów podam niedługo.
Muszę to opracować i opisać w sposób czytelny.
 Mam nadzieję, że nie zdążę przed porodem ;o)

 Pozdrawiam! 
I dziękuję za odwiedziny.
 
 

środa, 5 listopada 2014

Szal z maharaja silk lace - postępy...

Nadal jesteśmy w jednym kawałku. 
Widać Młodemu już się tak nie spieszy.
Może sprawa się rozwiąże w najbliższych dniach, ponoć w czasie pełni księżyca rodzi się więcej dzieci...
Kto wie...
Skoro jeszcze siedzimy sobie razem w jednym kawałku, to mamy spokój na szydełkowanie.
Postępy przy szalu z maharaja silk lace są widoczne.
Trzeba było spruć prawie do zera i nieco zmodyfikować pierwotny pomysł.
Wydaje mi się, że nici wystarczy na niedługi szal/narzutkę.
Cała praca pod kontrolą wagi, według niej zbliżam się do połowy motka.
 Podjęłam już próbę rozrysowania wzoru początku szala, póki co rysunek muszę zmodyfikować, żeby był bardziej czytelny. Jeśli tylko uda mi się  skończyć, postaram się rozrysować zakończenie szala i udostępnić schemat z potrzebnymi informacjami, jeśli ktoś będzie chętny. 


Przyznam się, że podoba mi się to, co powstaje...

Pozdrawiam i dziękuję za odwiedziny oraz komentarze.

 Słonecznego dnia!
U mnie za oknem słońce i silny wiatr, a termometr wskazuje prawie 20stopni...widać w listopadzie może być też ładnie!
 

wtorek, 28 października 2014

Maharaja Silk Lace w kolorze petrol...i próba chusty...

Podczas jednej z wakacyjnych wycieczek kupiłam sobie w pasmanterii Biferno motek Maharaja Silk Lace w kolorze petrol.

Pierwsza próba wykonania chusty z tej włóczki wyglądała zachęcająco, aż do momentu w którym zdarzyło mi się zahaczyć robótką o zamek w torebce i wyciągnąć oczko...zrobiła się straszna dziura, której nie dało się zlikwidować.
Chusta poszła do prucia, a włóczka chwilowo w odstawkę.
Ponieważ włóczka jest lekka, cienka, a przy tym dość mocno skręcona i błyszcząca- pomyślałam, że nadałaby się na szydełkową chustę.
O ile wzorów na ażurowe chusty dziergane na drutach wzorów widziałam sporo, to jakoś nie mogę znaleźć odpowiedniego szydełkowego.
Zainspirowana kilkoma modelami chust robionych na drutach spróbowałam wymyślić coś szydełkowego....
i tak od kilku godzin powstaje wzorek.
Obawiam się, że jeden motek (100g 730m) to troszkę za mało na szydełkową chustę. 
Staram się kontrolować zużycie włóczki przy użyciu wagi.
Póki co mam około 30cm chusty i zużyłam około 18g włóczki...
 

 

Wystarczy włóczki? Czasu? Zapału?



poniedziałek, 27 października 2014

A z pozostałych motków...


U mnie monotonnie jeśli chodzi o materiał. 
Za to udało mi się wykorzystać włóczkę do ostatnich 30cm.
Do kamizelki dorobiłam golfik, a z pozostałych dwóch motków zrobiłam komin.
Teraz chętnie zajęłabym ręce jakąś robótką, ale wszelkie kombinacje z wzorami kończą się pruciem...
Chyba dłuży mi się oczekiwanie na Maluszka.
Do tego doszedł remont balkonu...bo podobno gdzieś przecieka i zalewa sąsiadowi salon. Więc mam demolkę na balkonie i przez 8 godzin dziennie dwóch panów spaceruje z papierosem w górę i w dół po rusztowaniu, coś montują, coś zrzucają, coś uszczelniają. Na poddaszu prace też trwają, więc jak nie wiercą na balkonie, to wiercą nad głową.
Pocieszające jest to, że może skończą zanim przyjadę z Maluszkiem ze szpitala.
 Zmęczona jestem tym remontem, oj zmęczona...
 ............................................

Kamizelka z golfikiem

 

 i komin, tu zbliżenie na wzorek...


 i gotowy komin na manekinie...




Koloru oczywiście uchwycić się nie da, jest to bardziej malachitowy niż turkusowy odcień...a może szmaragd...w każdym razie coś w tym rodzaju. Bardzo intensywny kolor.
Komin póki co nie ma przeznaczenia...pewnie poleży w szafie...chyba, że ktoś chciałby go przygarnąć.

...............................


Tyle na dzisiaj, spróbuję jeszcze zacząć jakąś robótkę...albo może dokończę coś, co od dawna czeka na wykończenie....

........................

Dziękuję za odwiedziny i miłe słowa. 
Obiecuję, że to ostatni póki co wpis z tą włóczką, tym kolorem itd. Pora na jakieś inne barwy.

wtorek, 21 października 2014

Prawie skończyłam

Kamizelka prawie gotowa. Powinna mieć jeszcze kołnierz, ale postanowiłam zrobić do niej coś w rodzaju przypinanego golfu, żeby można było nosić ją nie tylko w chłodne dni. Czasem można będzie golf odpiąć i ubrać bluzkę z kołnierzykiem.
Póki co kamizelka w wersji podstawowej. 
Wykorzystałam 3 motki tureckiej włóczki  Vizell Panama (51%poliamid, 49% wełna, 200m/100g).
Zostały mi jeszcze dwa całe motki.
Wzór inspirowany specjalnym wydaniem Sandry "Swetry na zimę" 3/2013.
Zmodyfikowałam wzór, ponieważ wolałam gładkie rękawki i zrezygnowałam z kołnierza.

Starałam się, żeby zdjęcia oddały kolor kamizelki, ale nie jest to takie proste. Kolor jest nieco cieplejszy i bardziej nasycony.
Kamizelka będzie idealna na chłodne dni po urodzeniu Maluszka, póki co byłoby ciężko się w nią zmieścić.



Udało mi się jeszcze posadzić moje tulipanki, hiacynty, szafirki i ozdobny czosnek. Miałam to zrobić nieco wcześniej, ale najpierw nie czułam się na siłach, a później wylądowałam w szpitalu.
Cieszę się, że jednak zdążyłam to zrobić przed porodem. 
Mam nadzieję, ze ukorzenią się przed zimą. Teraz myślę jak zabezpieczę je przed mrozami. Na szczęście po przeprowadzce zostało nam sporo różnych materiałów, które mogą posłużyć do zabezpieczenia roślinek przed zimnem.

Torba prawie w 100% spakowana, udało się też odwiedzić fryzjera, teraz jeszcze przydałoby się jeszcze pokończyć kilka zaczętych robótek i niech się Mały rodzi. 

No dobra, pasowałoby jeszcze, żeby okna na poddaszu były skończone. Póki co po wycięciu dziur w dachu i wstawieniu okien mamy jeszcze sporo wełny na podłodze i teraz trzeba okna obudować od wewnątrz. To też musi być zrobione zanim Mały przyjedzie ze mną do domu. 

Dziękuję wszystkim za odwiedziny i komentarze.


piątek, 17 października 2014

Kamizelka się robi...czas ucieka...

Czy zdążę skończyć  przed rozwiązaniem, nie wiem. Teraz wszystko może się zdarzyć. W ubiegłą niedzielę pędziliśmy do szpitala, bo małemu na świat się spieszyło. Szczęśliwie udało się go zatrzymać, mimo że
w izbie przyjęć czekaliśmy pięć godzin, aż zejdzie do nas lekarz. 
Spędziliśmy kilka dni na obserwacji i z dobrymi wynikami odesłali nas do domu informując, że mały urósł na tyle, że może już bezpiecznie na świat przychodzić. 
Więc wszystko się może zdarzyć...tylko czy tym razem wytrzymamy pięć godzin czekania na przyjęcie na oddział?
Leżąc w  szpitalu czasu nie marnowałam i dziergałam kamizelkę. 
Dzisiaj pokażę jej kawałek. 
Brakuje jeszcze kawałka przodu, krótkich rękawków i kołnierza...w sumie nie dużo...może zdążę...
 


Klockowe koronki poczekają troszkę na dokończenie...troszkę cierpliwości i będę mogła pokazać nową koronkową biżuterię...
Dziękuję za odwiedziny i miłe komentarze.

czwartek, 9 października 2014

Nowa klockowa serwetka...

Czas leci. Coraz ciężej się ruszać. Trzeba więcej odpoczywać. Przed nami jeszcze miesiąc zanim będę mogła przytulić Maluszka.
Za to robótki idą jakoś lepiej.
Udało mi się skończyć kolejną klockową serwetkę. Nici miałam troszkę za grube.
Chętnie kupiłabym gdzieś cienkie nici lniane - może ktoś z Was ma pomysł, gdzie można takie kupić?
Może jakieś stare zapasy ktoś ma i nie wie co z nimi zrobić? Chętnie odkupię.

Serwetka mniejsza od poprzedniej i widać na niej trochę niedociągnięć  nie do końca z winy grubych nici. Następnym razem muszę mocniej naciągać nitki przy robieniu łańcuszków.
Teraz na wałku niespodzianka...będzie coś z biżuterii...


Jeszcze się pochwalę, że ostatnio udało mi się upolować warsztacik do robienia koronek.
Taki bardzo stary z rozpoczętą i niedokończoną robótką. Robotka misterna i bardzo stara, o czym świadczą zardzewiałe szpilki, które ciężko było wyjąć z wałeczka. Do tego dość duży zestaw klocków z nawiniętymi cieniutkimi nićmi bawełnianymi. Jednym słowem skarb. Przedmiot z historią...
Mam w planach wykonać na nim koroneczkę, którą ozdobię mieszkanie.


Klocki ostatnio mocno mnie wciągnęły, ale nie zawsze są warunki do przeplatania nitek. 
Czasem trzeba wyjść z robótką z domu, wtedy mogę coś dziergać, na przykład taki sweterek dla Maluszka. Skoro wiemy, że będzie to trzeci synek, zrobiłam dla niego taki męski sweterek. 
Hm...może zrobię mu szydełkowe trampki do kompletu?


Dziękuję za odwiedziny i miłe komentarze.

Pozdrawiam



czwartek, 18 września 2014

Dla moich małych miłośników "Pana Kuleczki"

Moi chłopcy bardzo lubią tę bajkę. Zresztą, jak wiecie z poprzednich postów, musiałam wyszydełkować im Pana Kuleczkę, kaczkę Katastrofę i psa Pypcia. 
Dzisiaj postanowiłam zrobić im niespodziankę. Wyjęłam z szafki koszulki, które nie nadawały się do noszenia z powodu plamek. Jak wiecie, plamy to dla mnie nie problem. Wzięłam farby akrylowe, pędzelki i korzystając z ciszy i spokoju - bo dzieci w przedszkolu, a ja aktualnie kuruję przeziębienie- namalowałam im ich ulubionych bohaterów.



Mam nadzieję, że będą im się podobać. 

Teraz pora zająć się jakimiś zabaweczkami dla Maluszka. Kilka pomysłów już jest, materiały także. 
Trzeba tylko wziąć się do pracy. 
Póki co nadal nie wiemy, czy będzie to chłopiec, czy dziewczynka. 
Jutro ostatnie usg, może coś się uda zobaczyć.

Dziękuję za odwiedziny i komentarze. 



poniedziałek, 15 września 2014

Klockowo i szydełkowo

Dziękuję za miłe komentarze dotyczące ostatniej klockowej serwetki.
 Na wałku już szykuje się kolejna, podobna.
Teraz odkąd mam wspaniały stojaczek i jest mi wygodnie  prace idą szybciej i sprawniej  ;o)
Udało mi się także kupić w miarę cienkie nici lniane, z czego się ogromnie cieszę.
Mam zamiar spróbować z nich zrobić jakąś biżuterię.
Póki co praca w toku:
 



Udało mi się skończyć maskotki dla moich chłopców, to mój debiut nie licząc świnki Peppy, którą kiedyś wydziergałam Wojtusiowi.  
Pan Kuleczka, pies Pypeć i kaczka Katastrofa tak się dzisiaj prezentują:




Życzę wszystkim miłego i słonecznego tygodnia!


środa, 10 września 2014

Serwetka z koronki klockowej i szydełkowa Katastrofa ;o)

Skończyłam! 
Wczoraj zdjęłam z wałka, a dzisiaj mogę już pokazać zdjęcia nowej, świeżutkiej serwetki klockowej.
Patrząc na skończoną serwetkę na wałku nie spodziewałam się, jak pięknie będzie wyglądała serwetka położona na stole. Serwetka nie jest mała, ma dokładnie 25x50cm.
Wykonana z cieniutkich lnianych nici. 







Udało mi się wieczorem założyć kolejny wzorek na wałek. 
Dzisiaj pewnie będę miała stojak do koronek klockowych, będzie mi wygodniej pracować.
Mam nadzieję skończyć i tę nową serwetkę przed narodzinami Maleństwa.
Czasu nie zostało za wiele, przecież to już 31 tydzień...
Moi chłopcy złożyli u mnie zamówienie. Młodszy poprosił o kaczkę Katastrofę, a starszy o psa Pypcia z bajki o "Panu Kuleczce" Wojciecha Widłaka, którą bardzo lubią słuchać na dobranoc.
Wczoraj udało mi się zrobić szydełkową Katastrofę...teraz myślę, jak zabrać się za Pypcia.



Dziękuję wszystkim za odwiedziny i komentarze.