Koronka klockowa

Zatęskniłam już za spotkaniami z koronką klockową.
Już od kilku tygodni planowałam, że wybiorę się z Kaziem na chwileczkę.
Udało się wczoraj. Pojechaliśmy do lekarza, a że było to w pobliżu SM w Wieliczce, udało się wstąpić na zajęcia. Tam czekała na mnie miła niespodzianka. Moja serwetka, której nie skończyłam przed porodem była już gotowa. Mam więc w swojej kolekcji serwetkę wykonaną częściowo przeze mnie, a dokończoną przez naszą Mistrzynię, Panią Józefę.
Dziękuję bardzo serdecznie ;o)

W domu warsztacik do koronek stoi spokojnie i czeka na odpowiedni czas.
Przyznam się, że nawet zaczęłam jakąś niewielką robótkę, ale póki co prace idą wolno.
Wciągnęło mnie szycie.
Zresztą moje sukienki do karmienia wzbudziły zainteresowanie i można się spodziewać, że powstanie ich więcej. W końcu mam karmiących wokół mnie jest wiele. 





fragment...

Tak jak zapowiada tytuł, dziś będzie fragment czegoś większego... tym razem nie chodzi o większą robótkę, ale póki co więcej nie powiem. 



 
 Na zdjęciu widoczny dywanik zrobiony z włóczki, którą dostałam w wymiankowej paczce (poprzedni post) i poduszki z szydełkowymi motywami.
Jeśli ktoś ma ochotę można zgadywać co to będzie...wszystko wyjaśni się w niedługim czasie ;o)


Przygotowania do wystawy w Ogrodzie Botanicznym trwają.
Rozpoczęcie już 7 lipca, a dziś kilka nowych prac.


Soczyście zielona kopertówka

"Stokrotek" - tak Staś określił tę broszkę. Jest bardzo duża, ma ok 10cm średnicy ;o)


"Makowy naszyjnik"

U nas dziś deszczowo.
Mam nadzieję, że jutro będzie więcej słońca.
Pozdrawiam wszystkich zaglądających.
Dziękuję za miłe komentarze.



Poduszkowo na jesień

Jesień u mnie zaczęła się poduszkowo. Musiałam uszyć sobie nową narzutę do pokoju, bo przy małych dzieciach ciągle trzeba prać narzuty. Zatem coś na zmianę jest jak najbardziej przydatne. Skoro uszyłam nową narzutę, to i pokrowiec na fotel i kilka poduszek. Tym razem zamieniłam brązy na len w szarawym odcieniu zieleni. Len kupiłam niedrogo na allegro. Poduszki uszyłam z resztek materiałów. Oto efekty mojej pracy:




 Poniżej narzuta, na zdjęciu kolor niemal szary, ale w rzeczywistości narzuta jest bardziej zielona


Uszyłam też poduszki dla mamy. Tym razem w jesiennym kolorze. 
Materiał to bawełna, kupiona za grosze w SH






Oj podoba mi się szycie! Mam nadzieję, że kiedyś uda mi sie pójść na kurs szycia z prawdziwego zdarzenia.

A póki co jesień dookoła. Wszędzie przepiękne kolory. Chodzimy na spacery i przynosimy do domu  różne skarby jesienne, które służą nam jako dekoracja...



 Staś i Wojtuś zmęczeni zbieraniem kasztanów ;o)


 

Pięknie jest. Słońce i te wspaniałe kolory...szkoda, że niebawem zacznie się sezon grzewczy i znowu trzeba będzie kilka razy dziennie biegać do kotłowni dorzucać do pieca.
Mam nadzieję, że mój kręgosłup to wytrzyma.

Pozdrawiam wszystkich słonecznie.





Nowe zazdrostki

Wczoraj wpadło mi w ręce białe prześcieradło, którego nie używam, bo jest małe. Leżało i zajmowało miejsce na półce. Dziś je pocięłam i uszyłam sobie nowe zazdrostki do kuchni. Było z tym trochę kłopotów, bo moja maszyna wreszcie upomniała się o konserwację, więc musiałam ją czyścić z instrukcją z ręce. Udało się i zazdrostki gotowe wiszą już w oknie. Oprócz prześcieradła przydały się zrobione kiedyś podkładki pod kubeczki. Teraz okna kuchenne zyskują nowy wygląd. Mam  w planach też przemalować szafki kuchenne na biało. Tylko muszę poczytać jaka farba będzie najlepsza i najbezpieczniejsza przy maluchach. A wszystkie te zmiany w kuchni są przez Wojtusia. Ostatnio ubrałam go w błękitną koszulkę i kiedy wszedł do kuchni zrozumiałam, że błękit to właśnie ten kolor, którego szukałam,  wszelkie dodatki w kuchni będą błekitne. Teraz tylko znaleźć odpowiedni czas i mam nadzieję, że plany kuchenne uda się wkrótce zrealizować
 

trudno zrobic zdjęcie okna w dzień ;o)


 Poza szyciem zazdrostek wciąż filcuję. Cieszę się z "sobotnich plenerów", bo wreszcie zużyję swoje zapasy filcu. Do tej pory wszystko leżało w pudle i czekało na lepsze czasy. Wreszcie się udało znaleźć czas, miejsce i ludzi chętnych do mokrej zabawy ;o)
W ten o to sposób kosz filcowych kwiatów się wypełnia, a ja ciągle nie jestem na bieżąco ze zdjęciami.


.........................................................
Chciałam Wam się pochwalić  włóczką, jaką dostałam od męża. Na zdjęciu w sklepie wyglądała cudnie, pięknie też wyglądała "na żywo", dopóki nie zwinęłam jej w kłębek. Marzyła mi się piękna chusta o zywych kolorach od morskiej zieleni, turkusu, poprzez zieleń trawiastą, żółty do brązu. Kolory w mojej wymarzonej chuście miały układać się w pasy....
Kolory włóczki są wymarzone, takie jak były na zdjęciu w sklepie. Niestety nie ułożą się w pasy, bo włóczka w kłębku  wygląda tak:


Wełna 100% z merynosów...mam nadzieję, że wymyślę jakiś wzorek, żeby te kolory wydobyć, bo szkoda włóczki, żeby leżała.



Marzenia się spełniają...

Od bardzo dawna marzyłam, żeby nauczyć się szyć. Kiedyś Wam wspominałam, że w podstawówce uszyłam sobie ręcznie plecak, z którym chodziłam do szkoły. Odkąd mąż kupił mi maszynę do szycia jestem coraz bliżej realizacji tego marzenia. Dziś miałam jechać na spotkanie robótkowe, nie udało się. Musiałam być w domu z dziećmi. Za to, jak Wojciech poszedł spać, usiadłam przy maszynie do szycia i udało mi się zrobić nową narzutę na sofę i pokrowiec na fotel. Miałam trochę kłopotów z maszyną, bo dolna nitka zaczęła mi robić pętelki. Metodą prób i błędów udało mi się ten problem rozwiązać.
Żeby nie zanudzać, oto efekty mojej pracy:

(narzuta moje dzieło, ale te dwie podusie uszyła mi Reni)
Staś chciał pozować jako model ;o)
Nie wiem, jak to zrobiłam, ale z brązowego lnu nie został ani centymetr materiału ;o)
Ale nie martwię się, bo mam jeszcze troszkę różnych zapasów ;o)

Dziękuję za odwiedziny, a dla wszystkich komentujących różyczki ;o)




OBSERWUJĄ