Potrzebuję sukienki na wesele w rodzinie. W szafie zawsze coś się znajdzie, ale jak to kobieta, chciałam coś nowego. W moich zapasach znalazłam granatową elastyczną koronkę i granatową sukienkową dzianinę.
Kazik zasnął, a chłopcy urzędują u babci, więc skroiłam i uszyłam sobie sukieneczkę.
Kolor mój absolutnie ulubiony - granat!
Fason- prosty i wygodny!
Efekt?
No jak Wam się podoba?
Został mi kawałeczek koronki, więc uszyłam kopertówkę...może nie na tę okazję, żeby nie było za bardzo koronkowo, ale pewnie kiedyś się przyda ;o)
Koronkę szyło się rewelacyjnie, więc może skuszę się jeszcze na inny kolor...
Nie jest łatwo sfotografować białą sukienkę. Zresztą, po zmianie szaty graficznej bloga zaczęła mi przeszkadzać ostrość lub raczej nieostrość zdjęć. Spróbuję zamieszczać zdjęcia o większej rozdzielczości.
Ale chyba pora pomyśleć o lepszym aparacie.
Kiedyś jeden znajomy fotograf zapytał mnie jakim aparatem uwieczniam swoje prace. Zobaczywszy mój zabytek stwierdził, że jak na tak prosty sprzęt zdjęcia wychodzą mi niezłe.
Tym razem jednak przeszkodziła mi pogoda. Zachmurzone niebo, niewiele światła wpadało przez okna. A czasu na zrobienie zdjęć było niewiele. Sukienka pewnie jest w samolocie, albo właśnie ląduje gdzieś w Szwajcarii. Oczywiście nie sama leci, tylko z koleżanką Pauliną, którą z tego miejsca pozdrawiam ;o)
Leci do Oli, którą też pozdrawiam, żeby nie było, że pominęłam ;o)
Zamówienie było proste. Sukienka miała być biała z niebieskimi kwiatami.
No to uszyłam.
Teraz czekam i gryzę pazurki, czy rozmiar będzie w porządku.
Jak widzicie udało mi się zamieścić na zdjęciach logo, z czego jestem bardzo dumna.
Mam nadzieję, że w nowej szacie graficznej bloga będzie Wam się przyjemniej oglądało moje prace.
Obiecuję, że poprawię się jeśli chodzi o zdjęcia.
Chętnie też dowiem się od Was, jakie są Wasze doświadczenia w fotografowaniu prac.
A może macie jakiś wyjątkowy aparat fotograficzny, który polecacie, albo o którym marzycie?
Dziękuję za Wasze komentarze.
Miło, że tu zaglądacie.
Ostatnio brakuje mi kilku godzin w ciągu doby. Pewnie też tak macie.
Kazik jest bardzo towarzyski, a będzie jeszcze bardziej.
Właśnie zaczął się czołgać, więc dostaliśmy ćwiczenia na raczkowanie. A ze względu na jego dużą ruchliwość spodziewam się, że będę miała jeszcze mniej czasu ;o)
Teraz zajmuję się przygotowaniem mieszkania na nowy etap rozwojowy Kazika. Trzeba zamontować bramkę na schody, założyć zaślepki do kontaktów, no i zrobić roletę do okna. Kazik budzi się razem ze słoneczkiem, więc wstajemy baaaardzo wcześnie.
Może jak przyciemnimy nieco sypialnie uda się dospać do 7.00?
Pomimo trudności ze znalezieniem czasu coś udaje się uszyć.
Ale to wciąż nie wyczerpuje moich projektów.
Zeszyt z pomysłami czeka.
Tymczasem powstało troszkę czapeczek, kocyków, przytulanek i sukienek. Zdjęć prawie nie udało się zrobić...czasu brakło...
Koszulki chłopaków zyskały nowy charakter, zresztą wybór postaci trafny ;o)
Sukienka na Dzień Matki dla mojej Mamy
Sukienka dostępna
tutaj, rozmiar L
A na koniec trzy główne powody przewlekłego braku czasu ;o)
Lolek, Baziul i Bolek ;o)
Dziękuję za odwiedziny i miłe komentarze.
Pogoda nas nie rozpieszcza, znowu dzieci chore - zapalenie oskrzeli. Mój kręgosłup też ostatnio kazał mi nieco odpocząć. Stąd małe opóźnienia. Dzisiaj skończyłam zamówioną sukienkę i naszyjnik z róż.
W pracowni czekają jeszcze dwie sukienki.
Trzeba jeszcze podłożyć dół i rękawki....i będą gotowe.
Niedługo być może będzie je też można kupić w sklepie stacjonarnym w Wieliczce,
ale o tym napiszę w osobnym poście.
Dzisiaj tylko prezentacja miętowej sukienki i naszyjnika z róż. Wszystko przygotowałam dla Agnieszki, mojej koleżanki, z którą studiowałam biologię.
Tak, tak...żeby szyć, czasem trzeba skończyć biologię ;o)
Ale to jeszcze nie najoryginalniejsze zajęcie po biologii. Jeden z naszych kolegów prowadził kurs nurkowania w Egipcie (!), też po biologii. Jak widać studia się przydają.
Wracając do sukienki, to powinna się dobrze nosić, bo nie tylko skaleczyłam na niej palec, ale nawet szyjąc ją złamałam igłę na swoim palcu ;o)
Aga, to dla Ciebie! Mam nadzieję, że Ci się podoba!
Sukienkę szyło się bardzo przyjemnie. Dzianina dresowa, jak najbardziej mi odpowiada.
Zmykam do maszyny, póki jeszcze mama jest u mnie i przypilnuje chłopaków.
Dziękuję za odwiedziny i miłe słowa!
Wiosna właśnie stroi sobie żarty.
Mamy za oknem piękne słońce, po chwili śnieżycę i burzę, a zaraz po tym pojawia się tęcza.
Pogoda oszalała!
A moi synowie licytują się, który bardziej mnie kocha. Najbardziej podoba mi się stwierdzenie "kocham Cię jak stąd do Bogucic". ;o) W sumie i tak lepiej, że nie jak stąd do Krzyszkowic ;o)
Dla niewtajemniczonych - chodzi o dwie dzielnice Wieliczki, czyli blisko.
Korzystając z chwili, że Wojtuś zabawia Kazia prezentuję ostatnią robótkę.
Miałam pokazać, jak będzie więcej, ale co tam!
Oto sukienka z dresowej dzianiny w stokrotki rozmiar S.
Sukienka w rozmiarze sklepowego manekina - oczywiście nikogo nie obrażając.
Ale tak się składa, że na Mańce leży idealnie ;o)
Na sukience zakwitły stokrotki, zakwitły ponieważ jest wiosna i obiecałam, że właśnie taką wiosenną sukienkę wykonam.
Jak zwykle i do znudzenia, jest to sukienka dla karmiącej mamy.
A po Świętach pewnie znowu wrócę do dziecięcych zabawek. Może uda mi się skończyć super matę edukacyjną dla Kazia. Zdecydowanie muszę szybciej ją uszyć, bo Kazik bardzo chce już siadać ;o)
Dziękuję za odwiedziny i komentarze!
Dzisiaj ciąg dalszy poznawania dresowej dzianiny. Tym razem nieco grubsza w odcieniu chabrowym.
Pobawiłam się też formą. Tym razem fason z kimonowym rękawkiem. Okazuje się, że i ten fason może być dobry dla karmiącej.
Następna sukienka będzie pewnie miała inny, bardziej skomplikowany krój.
Już powoli zaczynam widzieć, jak uszyć to, co bym chciała.
Wciągnęło mnie szycie sukienek ;o)
Moi chłopcy za to polubili zabawę w malowanie statków.
Tym razem sami pokolorowali swoje koszulki z Britanikiem
Pozdrawiam wiosennie!
Pisałam kiedyś, że zaopatrzyłam się w dzianiny ponieważ lubię sukienki.
Chodzę w sukienkach codziennie, dlatego lubię mieć ich więcej.
Ostatnie sukienki z dzianiny punto noszą się dobrze.
No i chyba dobrze wyglądają. Ostatnio ubrałam ją idąc z Kaziem do szczepienia. Jak tylko weszłam do gabinetu pani doktor zwróciła uwagę na mój
różany naszyjnik , a następnie na
sukienkę. Dowiedziałam się, że powinnam zająć się zawodowo produkcją sukienek i biżuterii ;o)
Zresztą coraz częściej słyszę takie opinie. Może, skoro do mojego laboratorium nie ma już powrotu, trzeba się nad tym poważnie zastanowić...
Dzianina punto jest fajna do szycia i do noszenia.
Niestety dość szybko się mechaci. Co innego bawełna. Kupiłam więc cienką bawełnianą dzianinę dresową i uszyłam sukienkę z myślą o ciepłych wiosennych i letnich dniach. Dobrze się szyło, leży też ładnie, no i w lecie nie będzie mi w niej gorąco.
Sukienka prezentuje się tak:
tutaj z moim ukochanym motylkiem
zwyczajnie...
z bawełnianym zamotkiem
i maczkowym naszyjnikiem
Teraz chcę troszkę przysiąść nad zabawkami dla Kazia. Mam kilka pomysłów, a trzeba się z nimi spieszyć. Kazik skończył właśnie 4 miesiące i bardzo mu się spieszy do siadania. Chciałby już siedzieć i się bawić ;o)
Pewnie już niedługo będzie siedział samodzielnie, wtedy przyda mu się fajna, edukacyjna mata-kocyk.
Póki co z zabawek udało mi się uszyć kolejnego słonika, tym razem dla małej Helenki.
Mam nadzieję, że jej się spodobał. Słonik jest żółto-biały, bo przecież nie wszystko, co jest dla dziewczynek musi być różowe ;o)
Dziękuję serdecznie za odwiedziny na moim blogu i komentarze.
Pozdrawiam.
"Mamusiu wyglądas jak budyń śmietankowy albo słonecko!" - zawołał Wojtuś, kiedy mierzyłam nową sukienkę. Widać, że mu się spodobał wiosenny kolor dzianiny, z której ją uszyłam.
Jak zwykle sukienka z dzianiny punto, fason daje możliwość karmienia maluszka.
Dzisiaj przymierzałam do niej wykonaną przeze mnie biżuterię. Jak można się przekonać na zdjęciach, sukienka daje wiele możliwości.
Miłego oglądania.
Dziękuję za odwiedziny!
Zostałam poproszona o uszycie torby na zakupy. Miała być czarna, tak jak poprzednia. A że nowa właścicielka właściwie wszystko nosi czarne, spróbowałam ją namówić na wybór tkaniny w kwiaty. Będzie nieco bardziej wiosennie. Parę dni temu przyszła do mnie paczuszka z czarną satyną bawełnianą w kwiaty.
I z niej właśnie powstała torba, która pomieści spokojnie teczki A4 i spore śniadanie do pracy ;o)
A tej bawełny mam bardzo dużo. Kupiłam ją z myślą o spódnicy i paru innych rzeczach.
Pisałam Wam na początku roku, że mam zamiar zrealizować swoje marzenie. Tym marzeniem jest ukończenie kursu projektowania i szycia. Na taki zapisałam się w styczniu i staram się sumiennie wykonywać wszystkie ćwiczenia. Kolejny do realizacji mojego marzenia to wykonanie sukienki lub bluzki z kimonowymi rękawami.
Na początek wybrałam sukienkę. Uszyłam ją z moich zapasów dzianiny punto.
Ta nie jest do karmienia, bo przecież nie zawsze muszę wychodzić z Kazikiem, zresztą kiedyś przestanę karmić ;o)
A lubię takie sukienki "do biegania" ;o)
Chociaż z tym różanym naszyjnikiem wygląda nieco bardziej dostojnie ;o)
Co do bluzki z kimonowymi rękawami też mam pewien pomysł.
Chcę nieco "pomajstrować" przy wykroju, żeby wyszło coś wyjątkowego i nadającego się do karmienia ;o)
Skoro jestem "monotematyczną" matką karmiącą, to moja natura "kombinatora" może się przydać do wymyślania nowych rozwiązań.
Dziękuję wszystkim, którzy odwiedzają mój robótkowy świat i zostawiają po sobie ślad w postaci komentarzy.
Bardzo się cieszę, że jesteście.
Pozdrawiam cieplutko!
Ostatnio mniej tu zaglądam. Czasu jakoś mniej, zwłaszcza że Staś zdecydował się na przeniesienie do swojego pokoju i właśnie mamy malowanie. Chłopaki rosną, Wojtek staje się bardziej przewidywalny.

W nocy jeszcze mnie budzi, ale widzę że już przestawia się na tryb dnia i nocy. Powoli ustalamy sobie plan dnia. Cudowne jest to, że Wojtek zasypia o 20:00 i mam czas dla siebie! Dlatego udało mi się skończyć kolejną sukienkę.
Zdjęcie kiepskie, ale chwilowo nie mogę zrobić lepszego.
Zdjęcie kiepskie, ale sukienka mi się podoba, podejrzewam że się nieco wydłuży po praniu i będzie za kolano.
Ostatnio dostałam od Gosi (przyszłej mamy chrzestnej Wojtusia) zdjęcia korali, które dla niej zrobiłam...
zdjęcia piękne, więc Wam prezentuję:
Gosiu dzięki za zdjęcia!
Mam nadzieję, że wróciłaś do domu z koralami ;o)
Włóczka leżała w szafie bardzo, bardzo długo...pewnie by nadal leżała, gdyby nie jakiś impuls - oczywiście spowodowany przeglądaniem forum Maranciaków...i zaczęłam robić sukienkę. Robiłam ją z myślą, że jak nie będzie na mnie to ją komuś oddam, a przynajmniej przerobię tę włóczkę. Włóczka to jakiś akryl (być może Scarlet, ale nie mam metki), więc sukienka będzie raczej na jesień/zimę/wiosnę. Póki co i tak karmię, więc jej nie będę nosić.
Oto moja sukienka:
a tu oryginał, czyli escada sport:
Nie byłabym sobą, gdybym nie zmieniła czegoś i czegoś od siebie nie dodała...
Sukienkę robi się błyskawicznie i można ją robić karmiąc niemowlę ;o)
Dziś z samego rana spotkała mnie przemiła niespodzianka. Wygrałam zabawę u Kury D.
Te piękne ptaszki przylecą do mnie! Cieszę się ogromnie! Takie cuda!
Prawda, że cudowne? Będą się wspaniale prezentować na choince obok orzechów (bo u mnie zwykle orzechy ba choince i makaron, na szydełkowe ozdoby dla siebie czasu zwykle brak).
A druga rzecz to moja skończona sukienka. Zdjęcie kiepskie, niestety nie na "modelce", bo Staś jeszcze nie umie zrobić zdjęcia, a nikogo więcej w domu nie ma. Może uda się kiedyś, że ktoś zrobi mi zdjęcie, to zobaczycie jak się prezentuje. Póki co w ten sposób prezentuję efekt przeszło 2 miesięcy dłubania.
Sukienka będzie miała dziś premierę...choć jadę tylko na wizytę do lekarza...ale to długo wyczekiwana wizyta. Dziś zobaczę na usg moje Maleństwo (albo Maleństwa, bo ostatnio często śnią mi się bliźniaki).
Dziękuję za odwiedziny i miłe słowa ;o)
Niespodzianki dla wylosowanych powoli powstają i docierają do zainteresowanych. Pokażę zdjęcia, jak już wszystkie Dziewczyny dostaną swoje prezenciki.
Póki co u mnie trochę mało twórczo. Doba mi się skurczyła. Teraz chodzę spać koło 21 i wstaję dość późno...w ciągu dnia, jak zwykle, jestem ze Stasiem. Staś dużo bawi się sam, więc jakoś udaje mi się odrobić z domowymi zajęciami. Czas na spacer musi też być. Na robótki zostają mi 2 godziny między 12 a 14...dobre i to. Mam nadzieję, że taki stan rzeczy nie potrwa długo, bo męczy mnie ta senność...ale nie ma co narzekać!
Zapisałam się na kurs decoupage'u - rusza w przyszły piątek. Wreszcie się dowiem co robiłam źle do tej pory...bo poza wazonem to nie mam się specjalnie czym chwalić.
Poza tym dalej męczę moją sukienkę, mam już całe plecy i prawie połowę przodu...więc powinnam zdążyć przed Bożym Narodzeniem. Chciałabym ją ubrać w Święta. Pokazałabym Wam zdjęcie robótki, ale dziś tak ponuro, że zdjęcie nie wyjdzie. Dlatego pokażę Wam oryginał. Moja wersja będzie miała bardzo podobny wzór, ale inny kolor...wybrałam kolor mysi...
No i tym razem trafiło na mnie. Rozłożyło mnie na dobre. Chyba trochę posiedzę w domu.
Kupiłam nową włóczkę...tym razem 600g kocurka w pięknym mysim kolorze z myślą o zrobieniu sukienki jesiennej. Bardzo podobała mi się sukienka, którą dziewczyny robiły na forum, czyli
escada sport, ale przemyślałam sprawę...to nie na moją figurę...muszę mieć sukienkę, która ukryje co nieco...i wybór padł na tę, może się uda.
Dzięki temu, że jest skromna można do niej zrobić bardzo fantazyjną biżuterię, albo przypinać ciekawe broszki...dużo możliwości...poza tym podoba mi się ogromnie...
Czasem, jak tak przeglądam swojego bloga, to przychodzi mi na myśl, że ten dowcip pasuje do mnie:
Impreza, chłopak podchodzi do dziewczyny:
-Tańczysz?
-Tańczę, śpiewam, gram na gitarze...
-Co Ty pleciesz?
-Plotę, wyszywam, lepię garnki...
w sumie dowcip bezsensu, ale pasuje..choć garnków jeszcze nie lepię...no i ten taniec to też nie tak całkiem.
****
Już znam termin spotkania w bibliotece:
15.10.2010 od godziny 17:00 -zapraszam!