T. rex -maskotka dla małego miłośnika dinozaurów

Wojtuś uwielbia dinozaury, jest ich prawdziwym znawcą.
Kolekcjonuje figurki i książki o dinozaurach. Rozpoznaje wiele gatunków, wie kiedy żyły.
Musiałam się sama nieco dokształcić w tej dziedzinie.
Wczoraj zrobiłam dla niego małą niespodziankę.
Z resztki dresówki uszyłam mu T rexa.
Jego reakcja nieco mnie zaskoczyła:
"Co? Taki szary?".
Szczęśliwie, jestem przygotowana na taką ewentualność - więc wyciągnęłam pisaki do tkanin i Wojtuś sam ozdobił swojego T. rexa. 
Teraz T. rex stał się jego przytulanką, z którą dzisiaj dumnie pomaszerował do przedszkola. 






Muszę przyznać, że cieszy mnie zaradność Wojtusia. Nie podobał mu się szary dinozaur, to go pokolorował.
Zamówił już u mnie kolejne dinozaurowe przytulanki.
Przede mną wymyślanie wykroju na ankylozaura - dam radę?

 

Kiedy dziecko próbuje się wspinać na schody...zajmij je zabawką ;o)


Kazik to mały amator wszelakich wspinaczek.
Odkąd tylko odkrył siłę swoich rączek i swój spryt, próbuje wspinać się gdzie tylko się da.
Zamontowaliśmy bramkę na schody, a on....wspina się na bramkę.
Wspina się na łóżeczko, więc trzeba mu je zostawiać otwarte - może wtedy spokojnie do niego wchodzić i wychodzić. Problem w tym, że za łóżeczkiem jest gniazdko ( z zaślepkami, ale jest i Kazik musi w nim dłubać).
Żeby zasłonić gniazdko, oraz bramkę na schody wymyśliłam taką zabawkę. 
Póki co, uszyłam jedną...druga powstanie pewnie niedługo, może z bardziej świątecznym motywem, żeby była też dekoracją. Może uszyję mu tablicę z choinką, do której będzie przyczepiał ozdoby...albo przypinał klamerkami? Nie! Raczej będzie je odpinał, a ja....będę zbierać klamerki ;o)

Kazik zabawkę przyjął, troszkę pobawił się misiem...z resztą musi się oswoić...
Kiedy powieszę ją na łóżeczku nie ma problemu...za to kiedy przywiązuję ją do bramki przy schodach Kazik troszkę się złości, bo nie może się wspinać.




Poznajcie Anielkę - marzycielkę i jej koleżanki

Dzisiaj będzie o lalkach. 
Udało mi się skończyć 10 lalek, które mają trafić do przedszkola.
Mam nadzieję, że będą się podobały dziewczynkom i będą się chętnie nimi bawiły.
Dla mnie szycie tych laleczek to była przyjemność. 
Skończyłam w ostatniej chwili, dzisiaj po północy ;o)
Jestem trochę niewyspana, zmęczona, bo ostatnie wieczory spędzałam właśnie z tymi maleństwami.
Trochę też się denerwuję, jak odbiorą je dzieci.
Z drugiej strony cieszę się z wykonanego zadania.

Przede mną kolejne zamówienia, już świąteczne...ale dzisiaj muszę odpocząć. Może obejrzę jakiś film wieczorem?
Lubię Woody'ego Allena, może właśnie wybiorę coś w jego reżyserii?

Zanim jednak usiądę z herbatą przed ekranem, zapraszam Was do zapoznania się z moimi lalkami.

Jest ich dziesięć, każda inna...jak to w życiu...



Anielka- marzycielka, chociaż powstała jako ostatnia, przedstawia się jako pierwsza.
Zrobiona szydełkiem, bo zwyczajnie brakło mi bawełny, z której szyłam pozostałe.
Jako jedyna z całej grupki nie boi się fryzjera, można ją czesać. A jest co związać, zapiąć, czy zapleść, bo na jej fryzurę poszło chyba pół motka ;o)


Ania podobnie, jak najsłynniejsza jej imienniczka ma rude włosy, mam nadzieję, że nie przyjdzie jej do głowy zafarbować je na zielono ;o)


Gabrysia-baletnisia. 
Elegantka, która uwielbia tańczyć.



Panna Róża, lubi wanilię i cynamon, no i róże oczywiście..


Ola -lubi chodzić do przedszkola, mam nadzieję, że znajdzie tam koleżanki

"Zuzia, lalka nieduża i na dodatek cała ze szmatek..."

 Hania, laleczka do przytulania ;o)  
Bardzo milutka i ciepła, pewnie przyda się na przedszkolne smuteczki.

Marysia, bardzo sympatyczna laleczka, spokojna cichutka, można powierzyć jej różne przedszkolne sekrety.


Moniczka - gimnastyczka, uwielbia ćwiczenia.


Helenka - wisienka, uwielbia dżem wiśniowy.
    Jak Wam się podoba ta gromadka?


Dziękuję, że tu zaglądacie i za każdy komentarz dziękuję.


Zwijany piórnik

Staś zaczął już pierwszą klasę. Podoba mu się w szkole, co mnie bardzo cieszy. Chętnie wychodzi na lekcje i wraca uśmiechnięty. Nawet nie protestuje, gdy trzeba odrobić zadanie. Za pierwszą pracę domową, którą było dokończenie obrazka dostał pochwałę od pani. Wyszedł po lekcjach dumny i uśmiechnięty.
Zanim zacznie się uczyć pisać ćwiczy szlaczki, rysuje, koloruje. Kupiliśmy piórnik z wyposażeniem, jest tam tylko kilka kredek. Stasio nosi więc też swoje ulubione kredki bambino. Żeby się nie gubiły w plecaku i łatwo było je poukładać, uszyłam mu zwijany piórnik.
Oto on:





Motyw  morski jest już nieaktualny.
Obecnie moi chłopcy zafascynowani są kosmosem.
Miewają też "kosmiczne" problemy i powody do kłótni. 
Ostatnio bardzo pokłócili się o Plutona i o to czy jest on dziewiątą planetą czy nie jest planetą.
Następny piórnik będzie pewnie bardziej kosmiczny.
 

Książeczka manipulacyjna dla Ani

Udało mi się skończyć książeczkę dla Ani. Ania ma prawie trzy latka, więc książeczka musiała być nie tylko kolorowa, ale i nadająca się do zabawy z ćwiczeniem sprawności manualnej.
Dla mnie szycie taj zabawki było również ćwiczeniem sprawności. Niektóre elementy były bardzo pracochłonne i ze względu na swoje niewielkie rozmiary wcale nie takie proste do uszycia na maszynie. 
Całość wykończyłam już ręcznie, głównie dlatego, że mogłam się tym zajmować nie tylko w domu.
Do uszycia książeczki zainspirowała mnie i zachęciła Renia, mama Ani przesyłając link z książeczką tego typu. Chętnie podjęłam się uszycia podobnej nie wiedząc jeszcze ile będzie przy tym zabawy.
Nie szyłam sama, asystował mi i jakość kontrolował niezawodny Kazik, najlepszy kontroler jakości.

Ania już pewnie bawi się tą zabawką, mam nadzieję, że jej się podoba.
A Wy co myślicie?

Okładka i wszystkie strony są filcowe, połączyłam je przy pomocy kolorowych tasiemek, a zapięcie książeczki stanowi klamra na zatrzask.
Zadania w książeczce polegają na przepinaniu, sznurowaniu, zaplataniu różnych elementów. Można także przy jej pomocy nauczyć się odczytywać godziny na zegarze.











Kontrola jakości

Dla starszego braciszka Ani uszyłam grę "kółko i krzyżyk", jak widać na załączonym obrazku, również ona została dokładnie sprawdzona przez mój system kontroli jakości.




Chwilowo odpoczywam od szycia. Zbieram siły przed początkiem roku szkolnego.
Staś w tym roku zaczyna pierwszą klasę!

 

Kółko i krzyżyk - gra manipulacyjna


Od kiedy zaczęliśmy ćwiczyć ze Stasiem jego rączki, by poprawić motorykę małą chodziły mi po głowie pomysły na zabawy rozwijające sprawność dziecięcych rączek. Pomysły nie tylko dla Stasia, bo przecież każde dziecko potrzebuje ćwiczyć swoje paluszki.
Z pewnością dobrym ćwiczeniem jest zapinanie guziczków. A jeśli jeszcze przy tym można rozwinąć spostrzegawczość, myślenie i w dodatku się nie nudzić, to już super!
Dlatego uszyłam grę manipulacyjną "kółko i krzyżyk". To pierwsza wersja, przeznaczona dla przesympatycznego sześcioletniego Julka. Julek świetnie sobie poradził z grą i zaraz wygrał z mamą ;o)
Ponieważ już w czasie szycia (częściowo szyta na placu zabaw) zabawka wzbudzała duże zainteresowanie mam i dzieci - powstaną kolejne. Moi chłopcy też pewnie chętnie w taką zagrają. 

Zresztą kto z nas nie grał nigdy w "kółko i krzyżyk"?





I jak się Wam podoba taka zabawka?

Pozdrawiam ciepło i słonecznie u nas grzeje dziś mocno...ale ponoć możemy się spodziewać burzy...






Chabry na białym, czyli kwiecista sukienka dla karmiącej

Nie jest łatwo sfotografować białą sukienkę. Zresztą, po zmianie szaty graficznej bloga zaczęła mi przeszkadzać ostrość lub raczej nieostrość zdjęć. Spróbuję zamieszczać zdjęcia o większej rozdzielczości.
Ale chyba pora pomyśleć o lepszym aparacie. 
Kiedyś jeden znajomy fotograf zapytał mnie jakim aparatem uwieczniam swoje prace. Zobaczywszy mój zabytek stwierdził, że jak na tak prosty sprzęt zdjęcia wychodzą mi niezłe.
Tym razem jednak przeszkodziła mi  pogoda. Zachmurzone niebo, niewiele światła wpadało przez okna. A czasu na zrobienie zdjęć było niewiele. Sukienka pewnie  jest w samolocie, albo właśnie ląduje gdzieś w Szwajcarii. Oczywiście nie sama leci, tylko z koleżanką Pauliną, którą z tego miejsca pozdrawiam ;o)
Leci do Oli, którą też pozdrawiam, żeby nie było, że pominęłam ;o)
Zamówienie było proste. Sukienka miała być biała z niebieskimi kwiatami.
No to uszyłam.
Teraz czekam i gryzę pazurki, czy rozmiar będzie w porządku.
 

 
Jak widzicie udało mi się zamieścić na zdjęciach logo, z czego jestem bardzo dumna. 

Mam nadzieję, że w nowej szacie graficznej bloga będzie Wam się przyjemniej oglądało moje prace.
Obiecuję, że poprawię się jeśli chodzi o zdjęcia.
Chętnie też dowiem się od Was, jakie są Wasze doświadczenia w fotografowaniu prac.
A może macie jakiś wyjątkowy aparat fotograficzny, który polecacie, albo o którym marzycie?
 Dziękuję za Wasze komentarze.
Miło, że tu zaglądacie.
 



Sukienka dla mamy i troszkę zaległości

Ostatnio brakuje mi kilku godzin w ciągu doby. Pewnie też tak macie.
Kazik jest bardzo towarzyski, a będzie jeszcze bardziej. 
Właśnie zaczął się czołgać, więc dostaliśmy ćwiczenia na raczkowanie. A ze względu na jego dużą ruchliwość spodziewam się, że będę miała jeszcze mniej czasu ;o)
Teraz zajmuję się przygotowaniem mieszkania na nowy etap rozwojowy Kazika. Trzeba zamontować bramkę na schody, założyć zaślepki do kontaktów, no i zrobić roletę do okna. Kazik budzi się razem ze słoneczkiem, więc wstajemy baaaardzo wcześnie. 
Może jak przyciemnimy nieco sypialnie uda się dospać do 7.00?


Pomimo trudności ze znalezieniem czasu coś udaje się uszyć.
Ale to wciąż nie wyczerpuje moich projektów.
Zeszyt z pomysłami czeka.

Tymczasem powstało troszkę czapeczek, kocyków, przytulanek i sukienek. Zdjęć prawie nie udało się zrobić...czasu brakło...

 


Koszulki chłopaków zyskały  nowy charakter, zresztą wybór postaci trafny ;o)
 



Sukienka na Dzień Matki dla mojej Mamy
 

 Sukienka dostępna tutaj, rozmiar L


A na koniec trzy główne powody przewlekłego braku czasu ;o)


 Lolek, Baziul i Bolek ;o)


 
 Dziękuję za odwiedziny i miłe komentarze.



Miętowa sukienka+ naszyjnik z róż.


   Pogoda nas nie rozpieszcza, znowu dzieci chore - zapalenie oskrzeli. Mój kręgosłup też ostatnio kazał mi nieco odpocząć. Stąd małe opóźnienia. Dzisiaj skończyłam zamówioną sukienkę i naszyjnik z róż.
W pracowni czekają jeszcze dwie sukienki. 
Trzeba jeszcze podłożyć dół i rękawki....i  będą gotowe.
Niedługo być może będzie je też można kupić w sklepie stacjonarnym w Wieliczce, 
ale o tym napiszę w osobnym poście.

Dzisiaj tylko prezentacja miętowej sukienki i naszyjnika z róż. Wszystko przygotowałam dla Agnieszki, mojej koleżanki, z którą studiowałam biologię. 
Tak, tak...żeby szyć, czasem trzeba skończyć biologię ;o)
Ale to jeszcze nie najoryginalniejsze zajęcie po biologii. Jeden z naszych kolegów prowadził kurs nurkowania w Egipcie (!), też po biologii. Jak widać studia się przydają.

Wracając do sukienki, to powinna się dobrze nosić, bo nie tylko skaleczyłam na niej palec, ale nawet szyjąc ją złamałam igłę na swoim palcu ;o)

Aga, to dla Ciebie! Mam nadzieję, że Ci się podoba!



Sukienkę szyło się bardzo przyjemnie. Dzianina dresowa, jak najbardziej mi odpowiada.
Zmykam do maszyny, póki jeszcze mama jest u mnie i przypilnuje chłopaków.

Dziękuję za odwiedziny i miłe słowa!


Stokrotki w rozmiarze S -czyli sukienka z dzianiny

Wiosna właśnie stroi sobie żarty.
Mamy za oknem piękne słońce, po chwili śnieżycę i burzę, a zaraz po tym pojawia się tęcza.
Pogoda oszalała!
A moi synowie licytują się, który bardziej mnie kocha. Najbardziej podoba mi się stwierdzenie "kocham Cię jak stąd do Bogucic". ;o) W sumie i tak lepiej, że nie jak stąd do Krzyszkowic ;o)
Dla niewtajemniczonych - chodzi o dwie dzielnice Wieliczki, czyli blisko.

Korzystając z chwili, że Wojtuś zabawia Kazia prezentuję ostatnią robótkę. 
Miałam pokazać, jak będzie więcej, ale co tam! 
 Oto sukienka z dresowej dzianiny w stokrotki rozmiar S.
Sukienka w rozmiarze sklepowego manekina - oczywiście nikogo nie obrażając. 
Ale tak się składa, że na Mańce leży idealnie ;o)
Na sukience zakwitły stokrotki, zakwitły ponieważ jest wiosna i obiecałam, że właśnie taką wiosenną sukienkę wykonam.
Jak zwykle i do znudzenia, jest to sukienka dla karmiącej mamy.

A po Świętach pewnie znowu wrócę do dziecięcych zabawek. Może uda mi się skończyć super matę edukacyjną dla Kazia. Zdecydowanie muszę szybciej ją uszyć, bo Kazik bardzo chce już siadać ;o)

Dziękuję za odwiedziny i komentarze!






Czas na chabry i malowane okręty

Dzisiaj ciąg dalszy poznawania dresowej dzianiny. Tym razem nieco grubsza w odcieniu chabrowym.
Pobawiłam się też formą. Tym razem fason z kimonowym rękawkiem. Okazuje się, że i ten fason może być dobry dla karmiącej.


Następna sukienka będzie pewnie miała inny, bardziej skomplikowany krój. 
Już powoli zaczynam widzieć, jak uszyć to, co bym chciała.

Wciągnęło mnie szycie sukienek ;o)

Moi chłopcy za to polubili zabawę w malowanie statków. 
Tym razem sami pokolorowali swoje koszulki z Britanikiem



Pozdrawiam wiosennie!

OBSERWUJĄ