Pierniczki i nie tyllko

Ty razem będzie o pierniczkach. Oczywiście nie tych z Torunia, nawet nie tych pieczonych...tylko filcowych.
Zobaczyłam gdzieś w sieci misie pierniczki. Tak mi się spodobały, że musiałam je uszyć. 
Próbowałam szyć z kawałka bawełny, który został mi po poszewkach na poduszki. Ale ten bawełniany mi nie wyszedł. Zamarzył mi się filc w kolorze brązowym. Znalazłam w przystępnej cenie na allegro i kupiłam.
Dziś prezentuję dwa pierwsze filcowe pierniczki.
Jeden powędrował już do Janka, bardzo sympatycznego malego chłopca.
Drugi został w domu, zaprzyjaźnił się z Wojtusiem i otrzymał od niego bardzo odpowiednie imię "Muumiś" 


Filc zaczynam lubić coraz bardziej. Więc spodziewajcie się jeszcze różnych flicowych różności.
Dziś jeszcze filcowa czerwona broszka, była jeszcze grafitowa, ale nie zdążyłam zrobić jej zdjęcia zanim poszła do nowej właścicielki.





Czas leci szybko. Wczoraj wieczorem skończyłam szydełkować kolejną zamówioną chustę. 
Zdjęcia pokażę przy następnej okazji, bo dziś pogoda nie sprzyjała robieniu ładnych zdjęć.
Powoli zabieram się za przygotowywanie świątecznych prezentów. Na te ręcznie robione potrzeba trochę czasu. Pomysłów mnóstwo, tylko o czas trudniej.

Bardzo dziękuję za Wasze komentarze.


OBSERWUJĄ